sobota, 7 lipca 2012

Lekkość bytu


Wracaliśmy z Makim po ślubie zmęczeni. Pełni emocji i nowych wrażeń. Włączyliśmy klimę, beztrosko żuliśmy gumę, patrzyliśmy na maleńkie szyby naftowe i gigantyczne rafinerie, powoli zachodziło słońce. Że niby mnie zapytał jak jedziemy, ale i tak oboje wiedzieliśmy, że nie ma innej opcji jak tylko autostradą nad oceanem. Lubię te chwile, kiedy już nic nie musimy, kiedy możemy zmięknąć, kiedy wszystko jest już omówione, kiedy zsuwam klapeczki, a on włącza muzykę. Wjeżdżaliśmy do Miasta Aniołów. Rozmawialiśmy o uczuciach.

Wieczorem udało nam się wyskoczyć na obiad ze świadkami i świadkowymi. Z przyjemnością rozmawiałam o głupotach z siedzącą koło mnie Toy. Była niska i drobniutka, jak wszystkie Chinki, bez przerwy poprawiała włosy, jak każda zakochana panienka, droczyła się i wyzłośliwiała przy każdej okazji, ale ani razu nie puściła dłoni swojej lubej.
Chłopcy rozmawiali o ważkich kwestiach natury życiowej (czy lepiej zbierać kryształki i później atakować, czy może lepiej na nic nie czekać i od początku przeprowadzać zmasowane ataki i jak to w końcu jest z tymi światłami umieszczonymi na przodzie pociągu jadącego z prędkością nadświetlną). Ani razu nie padło słowo kredyt, nikt nie wspomniał o wysokim kursie franka, bezpłatnych nadgodzinach, minimalnej ilości dni urlopowych ani kłopotach ze zdrowiem, znalezieniem roboty… Ważne były zmiany w menu modnej knajpki i nowe możliwości najnowszego, czarnego ipudełeczka. Zastanawiałam się czy to tylko to towarzystwo jest tak bezkompleksowe, beztroskie i po prostu szczęśliwe, czy to życie w kraju z taką ilością słońca napełnia ludzi takim optymizmem.
Przeciętna ilość godzin słonecznych w ciągu roku wynosi dla Warszawy ok. 1600. Toż to ledwie 133 dni w roku.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz