Park przywitał nas niesamowitymi kolorami. Pojedyncze
kolumny, całe bloki skalne i ogromne płaskowyże z okienkami w środku odbijały
słońce. Czerwono-pomarańczowe masywy z daleka wyglądały jak krem malinowy. Z
bliska sprawiały wrażenie, jakby dopiero wczoraj spłynęła z nich woda. Zdjęłam
buty. Pod stopami miałam pył i gorące, gładkie kamienie. Jest coś
przyciągającego w tym dusznym, upalnym pustkowiu.
Robiliśmy sobie fotki w miejscach, które znałam tylko z
atlasów geograficznych. Próbowaliśmy zrozumieć, jakie siły ukształtowały łuki.
Te same wiatr i woda, które je stworzyły dziś je niszczą. Jeszcze jakieś milion
milionów lat i cuda, na które patrzyliśmy, zamienią się w pył. Spieszcie się zobaczyć
pustynię ;)
Wyjechaliśmy z parku łuków przy pięknej pogodzie. Za kółkiem siedział
jednak Piotr, a to oznaczało, że na pewno czaił się na nas gdzieś huragan. Pół
godziny później jechaliśmy już w przesuwającym nam samochód wietrze i zamazującym
krajobraz deszczu. Nie pozostało nam nic innego, jak włączyć ciężką muzykę i
potraktować ta katastrofę ze śmiechem. Na to przyroda nie była przygotowana –
burza zabrała się tak samo szybko jak się pojawiła ;)
































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz