czwartek, 12 lipca 2012

Sea World

Ruszyliśmy w naszą drugą podróż, ale zostało mi jeszcze kilka notek z naszych poprzednich podróży i tak będąc w San Diego udało nam się zajrzeć do wodnego parku rozrywki - Sea World.

Jeśli byliście kiedyś w ZOO, to zapomnijcie o nim natychmiast. W Sea World nie ma klatek ani smętnie poruszających się po wybiegach wyleniałych zwierząt. Byliśmy to wiemy ;)
Całość zrobiła na nas niesamowite wrażenie. Wśród wielu atrakcji widzieliśmy
Małgosi najbardziej podobały się wesołe delfiny, które tańczyły w rytm muzyki wraz z wygimnastykowanymi akrobatami. Na Wujku ogromne wrażenie zrobiły   wielkie orki, które z gracją wyskakiwały nad wodę i wpływały na podest. Kasia z błogim wyrazem twarzy obserwowała wydry, jak płynęły na plecach i otwierały łapkami małże. A ja nie mogłam się oderwać od głaskania płaszczek. Nigdy chyba nie czułam nic tak delikatnego, miękkiego i gładkiego. Nie wiem czy da się z czymkolwiek porównać skórę tych zwierząt ;)
Poza tym wszyscy śmieliśmy się z podrygujących lwów morskich, które chlapały na publiczność domagając się coraz większej ilości rybek. Dotykaliśmy ciężkich i powolnych rozgwiazd, podziwialiśmy ryby, żółwie, raki i krewetki w wielkich akwariach. Trochę z rezerwą podchodziliśmy do powoli krążących nam nad głowami rekinów i wypatrywaliśmy pingwinów w zaciemnionych pomieszczeniach - właśnie trwała ich noc polarna).
Zwierzaków tam było co nie miara, nie dam rady ich wszystkich wymienić, ani opisać. Sea World to z jednej strony miejsce, w którym chore zwierzęta znajdują schronienie a z drugiej działająca od świtu do późnej nocy genialnie zorganizowana fabryka rozrywki.
Zauważyliśmy to już wcześniej w Universal Studio. Wchodzisz nie stojąc w kolejce, bo bilety możesz kupić w jednym z wielu biletomatów. Lody możesz kupić na każdym skrzyżowaniu. Z każdej atrakcji wychodzisz przez sklep z pamiątkami – jeśli Ci się podobały rekiny, kupujesz dziecku pluszowego rekinka, jeśli dobrze Ci się głaskało płaszczki kupujesz uśmiechniętą płaszczkę. Wchodzisz do misiów polarnych słyszysz chill out, wchodzisz do orek zaczyna się ostry pop. Głośników nie zauważysz, pochowane są w krzaczkach i za skałami. Szukasz toalety, znajdziesz ją bez trudu na obrakowej mapce, którą dostajesz przy wejściu do parku. Szukasz jedzenia - kilka rodzajów kuchni czeka na Ciebie w najdogodniejszych miejscach parku. Jesteś z małym dzieckiem – wybieraj na którym parkingu dla wózków chcesz zostawić swój wózeczek.
Zachód słońca oglądaliśmy z wieży widokowej, a ostatnie spojrzenie na miasto i zatokę mieliśmy z gondolek. Piękna sprawa. (Stąd też było widać mój most ;)


























































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz