sobota, 26 stycznia 2013

Sprint na Olszynce

Za daleko ode mnie, za długi dystans do zrobienia, za zimno na dworze, za mało słońca, za gruby jestem, zarobiony jestem, kotka mi rodzi, dzieci mi płaczą, obiad muszę ugotować, pracę mam na weekend, do Mamy jadę, zwariowałaś?!

A Ty jaką masz wymówkę, żeby jutro nie pójść ze mną na biegówki? ;)





Dziś rano kończyłyśmy szyć z Werką pokrowce a wieczorkiem wyskoczyłam na 1,5h, na 7,5km na Olszynkę. Bieganie samemu jest szybkie i wymaga precyzji na zakrętach ;)

Biegówki w Kampinosie


Przed bieganiem byłam tak zestresowana, że zbiegłam po schodach zapomniawszy w ogóle nart ;) Bo to jego koledzy, bo nie dam rady za nimi nadążyć, bo pewnie będę musiała sama wrócić, a samej mnie nie puści i jeszcze jemu kłopotu narobię... No i na pewno czegoś zapomniałam, zgrzeję się, umrę z głodu, zasmarkam się i palnę jakąś głupotę... I oczywiście nic z tego się nie sprawdziło tylko było genialnie.
Chłopaki w dechę, ja kondycyjnie bez zarzutu, herbata z imbirem i miodem pyszna, czekolada najlepsza bo nie dość, że gorzka to jeszcze z żurawiną. W sumie w przez siedem godzin udało nam się przebiec jakieś 30 km.
Oddać chłopakom jednak trzeba, że dali radę mnie zmęczyć - o 21:15 już spałam. Już czekam na powtórkę;)

Pokaż Szukamy śniegu na minach na większej mapie

















środa, 23 stycznia 2013

Oszukaństwo zimowe


Trochę mi głupio ;) Bałam się strasznie ostatniej jesieni, że mnie uziemi, że nigdzie nie będę mogła się ruszyć, że się rozchoruje i w ogóle umrę w samotności na końcu świata. A tutaj okazało się, że pogoda była piękna, a ja nie bardzo miałam czas na to samotne umieranie - i byłam na Mazurach i w małych górach i na działce i nad Zegrzem i nawet się nie spostrzegłam, jak przyszła lekka zima. I bałam się tej zimy, że mnie uziemi, że nigdzie nie będę mogła się ruszyć, że się rozchoruje i w ogóle... I teraz mi trochę głupio, bo w sumie przyznaję prawo zimie do uziemiania i uszu mrożenia, a ja tu ją tak oszukałam. Bo i wyskoczyliśmy na łyżwy i na całe dnie na łazikowanie po kampinoskiej puszczy i na przebieżki do Mazowieckiego czy na Olszynkę, pobiegliśmy na biegówkach i w nocy pohasaliśmy z czołówkami...
Oj, chyba nie ma co już zimy drażnić i trzeba zacząć wykorzystywać te długie, zimowe wieczory na montowanie jakichś imprez, szycie na maszynie i przerzucanie bloga na papier, Póki co jednak, chyba jeszcze z raz na łyżwy bym wyskoczyła ;)





Nocne biegówki wzdłuż Wisły


Dziś kolejne biegówki. Trzecie podejście tej zimy. Po nocnych Kabatach i dziennym Kampinosie przyszedł czas na wieczorną Wisłę. Pobiegłyśmy z Olką wzdłuż rzeki od mostu Łazienkowskiego do Trasy Toruńskiej i z powrotem. Mosty podświetlone pięknie, niektóre tylko dwukolorowe, inne zupełnie tęczowe. Panorama Warszawy niesamowita. Starówka ośnieżona, święta Anna i święty Jan w białych snopach światła. I jeszcze ten śryż płynący leniwie wraz z prądem rzeki. Lubię podglądać Warszawę i nocą ;)

Dziś jednak dzień  słaby. Podklejając ślizg nart skleiłam kropelką wszystko prócz nart. Dłonie i usta dojdą do siebie za jakiś tydzień, dywan już raczej nie będzie miał przed sobą świetlistych lat. Olka się spóźniała, więc w lekkiej kurteczce zamarzłam na amen. Od rzeki trochę wiało i po paru minutach straciłam czucie w buzi, usta podrapałam o kryształki lodu, które zaczęły się tworzyć na szaliku ze skraplającego się oddechu. Trasa rozjeżdżona i zadeptana (czy to faktycznie takie trudne, żeby biegać i chodzić obok założonego dla narciarzy szlaku?!) A już na koniec okazało się, że buty obcierają. Mam zatem przymusowe parę dni postoju. Może trochę dom odgruzuję ;)  Nie zawsze jest się zwycięzcą. Dobrze, że sprawdziłyśmy jednak tę trasę. I w ogóle, że się ruszyłyśmy ;)

Widok na tęczowy most. Zdjęcie pochodzi z portalu elektroonline.pl

Opalowa nimfa

A tutaj obiecane wczoraj zdjęcia. Kto ma pomysł na najpiękniejszą ramkę na świecie?
P.S. Maku, dzięęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęeki !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!111 ;)



wtorek, 22 stycznia 2013

Przesyłka

Moja praca ma różne oblicza. Czasem to zapieprz od rana do nocy, a czasem luźne rozmowy i pół dnia wolnego, czasem bardzo powtarzalne czynności, częściej jednak zamknięte oczy i obmyślanie koncepcji, raz praca z ludźmi, a raz zupełna samodzielność. Fajne jest takie odkrywanie siebie na wielu płaszczyznach. Pozytywne jest i to, że widzę do jakich rzeczy jestem zdolna (dziwię się wtedy sama sobie, bo nie podejrzewałam się dotychczas o talenty), jak i to, że orientuję się, po bólu głowy, że za bardzo się spinam.

Dziś jeden z takich zadziwiających dni. Najpierw pogadaliśmy i chyba uporządkowaliśmy strategię, potem wpadłam do babci, teraz obiad jej jakiś montuję , a wieczorem lecę do teatru. Udało mi się też przy okazji, przy ósmym podejściu, odebrać wyniki od lekarza i z poczty przesyłkę odebrać. Robię pomidorową i  myślę, co jest w przesyłce  babcia się na mnie drze, że źle warzywa kroję,a ja myślę o paczce. Dobra już dobra, otworzę.
Zamurowało mnie;) Fotka jutro, na razie sama oswajam się z zawartością ;)

Wspomnienie ciepłej jesieni

W  Warszawie środek zimy. Od rana biało. Ulice i chodniki zaśnieżone, na niebie kurzawa okropna. O ile wirujące w snopie latarnianego światła płatki są urzekająco romantyczne, o tyle zatykające oczy i nos mokre płaty są zupełnie niefajne. Najbardziej wkurzają, kiedy skrepowana sześcioma warstwami swetrów, bluzek i innych ciepłych fatałaszków pędzę na autobus. Czy taki śnieg nie mógłby sobie padać, jak już będę piła kawę w pracy?!

To w sumie jeszcze tylko chwila takiej pogody - góra dwa miesiące. Tylko dwa miesiące na biegówkach! Muszę się teraz higieniczne prowadzić, żeby móc wykorzystać ten czas. Żadnego zarywania nocy, żadnych nieprzewidzianych wypadów, braków obiadów w pracy...

Póki co jednak nie mogę otrzepać się ze śniegu, bo stoję w autobusie wciśnięta miedzy babkę,  która od pewnego czasu próbuje pokonać zimę czosnkiem, a tę drugą, która właśnie zwróciła jakiemuś niewyspanemu szaleńcowi uwagę, żeby jej nie chuchał w twarz. Chłopak nakasłała jej prosto w nos z odległości 20 centymetrów. W nieludzkich warunkach ludzie zachowują się nieludzko. 

Dla wszystkich, którzy mają w takich momentach dość zimy przesyłam ciepłe, jesienne wspomnienie. Kto się nie załapał na siatkę z nami ten trąba i niech żałuje ;) To co kiedy znów otwieramy sezon?





czwartek, 17 stycznia 2013

Zadanie vs człowiek

Coś się w zmieniło. Zostałam w jednej chwili odpowiedzialna w pracy za więcej rzeczy i nagle zrobiłam się ważna. Nie lubię sprzeciwu, szukam usilnie rozwiązań, które pozwolą mi postawić na swoim. Chyba za bardzo się staram, żeby wszystko było po mojemu. Coraz trudniej mi wsłuchiwać się w ludzi. Trochę jakbym wpadła w pułapkę małego menedżera. Zastanawiam się czemu tak bardzo denerwuje mnie, że ludzie nie mają podobnego podejścia do mnie, że są nieodpowiedzialni, że nie angażują się tak bardzo, że nie są entuzjastyczni, obowiązkowi i pracowici. Nie rozumiem tego, rozkminiam to i bardzo się staram, żeby jednak tacy byli. Łatwiej mi chyba jednak działać w określonych obopólnie ramach, egzekwować to na co się umówiliśmy, niż nakręcać do działania. Ten drugi kierunek jest chyba jednak lepszym, bardziej dalekosiężnym rozwiązaniem. Potrzeba do niego jednak więcej empatii i miłości. I o to się od dziś zaczynam bardziej starać.

środa, 16 stycznia 2013

Radosne zmęczenie


Jestem zmęczona. Mam zmęczone nogi i ręce, spięte barki i trochę bolące kolana. Najgorzej jest rano. Patrzę na zaczerwienione oczy i podpuchnięte powieki. Pytam się w lustrze zmarszczonego czoła: o czym żeś myślało całą noc skoroś dziś zmęczone? Czoło ma mnie w nosie. Zatkanym. Dokumentnie olewa mnie też kręgosłup. Ćwiczę i ćwiczę, a on wciąż przypomina i wymaga. Jak nienasycony potwór. Grozi, gdy coś podniosę, gdy źle się schylę, gdy za szybko chce coś zrobić, gdy się zestresuje... Nigdy mu nie dość, wciąż chce więcej. Pożera mój czas, moją cenną energię. Wiecznie uzurpuje sobie honorowe miejsce w moim życiu. Jam jest Twój kręgosłup, który Cię zniewolił i który dał Ci nowe życie. Odtąd Ty będziesz mi oddawała dziesięcinę z życia Twego, a ja pozwolę Ci żyć. Wiedz jednak, że nie będziesz miała innego kręgosłupa przede mną i że za każde odstępstwo Twoje spadnie na Ciebie bolesna kara. Pieprzony dyktator.
Jestem zmęczona fizycznie. Chodzę więcej ostatnio, trochę siłkuję, nieco biegam. Pod tym wszystkim jednak czai się radość. Nie jestem zmęczona pracą, domem, znajomymi... Uporządkowałam poszczególne płaszczyzny. Coraz szybciej radzę sobie ze stresem, coraz mniej obciążają mnie trudne problemy, którymi ze mną dzielą się otaczający ludzie, mniej już boję się wyzwań w pracy, bardziej rozumiem, co się we mnie dzieje. Czuję, że pod tym zmęczeniem jest radość. Taka zwyczajna, nie wypływająca z niczego szczególnego, trochę jakby siła napędowa do działania, a trochę jakby kpiarskie spojrzenie życiu w twarz. Tylko czy to wypada, żeby tak się z życia nabijać?! Jaja sobie z niego robić i nie poddawać się zupełnie?! ;)
Wczorajsze biegówki były bardzo intensywnym doświadczeniem. Dziś już chyba tylko lightowo wyskoczę na siłkę;) Skąd jest ta energia?

wtorek, 15 stycznia 2013

Nocne biegówki na Kabatach

Lewa, prawa, lewa, prawa, uspokój oddech, pamiętaj o rękach, lewa, prawa, daleko ręka z kijkiem, oddech, ślizgaj narty, daleko wysuwaj nogę do przodu, mocno się odpychaj, nie wypadaj ze ślizgu, nie patrz pod nogi, patrz daleko na ścieżkę, koordynuj ciało, uspokajaj oddech, całe bieganie jest w tym oddechu, przestań walczyć, wysłuchaj się w las, usłysz ciszę, wczuj się w spokój, nie nie ma tam dzika, nawet wiewiórki już śpią, Cześć, zbyt sypki śnieg na suwanie się poza wyznaczonym traktem, dobrze, że ktoś przed Tobą biegł już tędy, wydłużaj ruch, nie przestawaj, biegnij....
Nocnego biegania na biegówkach nie można porównać do niczego innego ;)

Ładowanie baterii w Kampinosie

Poprzednio w Kampinosie cieszyliśmy się ciszą. Teraz cieszyliśmy się sobą na wzajem. Poranne ubieranie w połowę ubrań z szafy, kanapeczki, autobus, metro, tramwaj i jeszcze jeden autobus i już byliśmy w ośnieżonym lesie. Ogarnęliśmy kanapki, termosy, bilety, mapy i kijki i ruszyliśmy fajnie zgraną paczką w las. Małgośka biła się z Łukaszem, Michał co i raz wywijał orła, Marcin częstował gruzińskimi przysmakami, a ja słuchałam. Śmiałam się szczerym śmiechem i słucham tych wszystkich historii. Trochę tak jest, że jak już przestajemy chować się za naszymi srajfonikami i innymi smartścianami to nagle orientujemy się że mamy w sobie całe kosmosy myśli, ogromne pokłady uczuć i niezmierzoną ilość pragnień. Z przyjemnością słuchałam historii obrazów przedstawiających zimowe pejzaże, pomysłów na nowe wyprawy, wspomnień z dalekich krajów, wstępu do fizyki stosowanej, sposobu kastracji koni... Im dalej w las tym historie dziwniejsze, tym opowieści bardziej gęste, intymniejsze, mniej nadające się do powtórzenia i bardziej zapadające w serce.
Rzucaliśmy się śnieżkami, przewracaliśmy w śniegu, piliśmy magiczną herbatę i wchłanialiśmy las. Już nie w ciszy. O nie, w ciszy to można chodzić samemu, no w dwie osoby, ale nie w pięcioro! Tak jak poprzednio odkrywałam ciszę, tak teraz chłonęłam zapachy i kolory. Nie miałam zielonego pojęcia, że w nagim, zimowym lesie jest tyle zieleni. Ciemne, bezlistne jagodziny przebijały kopki śniegu, iglaste gałęzie sosen strącały z siebie lśniący w słońcu puch, niesforny, neonowo zielony mech wkraczał na ścieżkę... A wydawało się, że tutaj to tylko nagie brunatne gałęzie i biel, biel, biel.
Śnieg wygłusza wszystko, nie tylko wycisza dźwięki, on także odbiera rzeczom zapachy. Spróbujcie sami w leśnej głuszy zjeść pachnącą chlebem i mięsem kanapkę, albo pocałować chłopaka w skropiony wodą kolońską policzek, zajrzyjcie do pełnego domowych zapachów plecaka i skruszcie w ręku leśne zioło.  W tej zapachowej głuszy znane Wam zapachy odurzą Was z niespotykaną siłą.
Dobrze mi było. Znów nie zorientowałam się, jak przeszliśmy 30 km. Znów po powrocie padałam jak zabita, znów nabrałam kolorów. Na cały kolejny tydzień ;)

Pokaż Ładowanie baterii w Kampinosie na większej mapie