wtorek, 8 stycznia 2013

Łazikowanie

Tylko się zrobiło ciut cieplej i już mnie podeszwy swędzą. Coś czuję, że wkrótce znów będzie jakieś łazikowanie. Na większą skalę zaczęło się we wrześniu, kiedy to postanowiłam wracać z pracy do domu na piechotę. Wyznaczyłam trasę obejmującą większość warszawskich parków i wracałam jakieś 1:40-1:50 h do domu. Mijałam codziennie Łazienki i Agrykolę, most i park Skaryszewski i cała masę innych skwerków i parczków. Karmiłam wiewióry i podpatrywałam łabędzie, czasem jakąś rybę w Wiśle przyczaiłam, a jak już było późno wieczorem to tylko słyszałam kawki, układające się chmarami do snu. I jakoś mi to podglądnie Warszawy weszło w krew i wręcz już tylko czasem czekałam na koniec pracy, żeby puścić kieckę na spacer. Z ciekawości zrobiłam dziś małe podsumowanie. Wyszło mi, że od września zrobiłam na piechotę około 220 km (w tym, we wrześniu - 94,6 km, a od października do grudnia ok. 125 km).
Teraz zmieniłam miejsce pracy i chyba już nie uda mi się wyznaczyć tak przyjaznej trasy. Coś mi się jednak wydaje, że zaraz znajdę sobie coś jeszcze fajniejszego w łazikowaniu.
Pamiętam, jak kumpel tłumaczył mi kiedyś, że najciekawszymi sportami są te, do których nie potrzeba żadnych sprzętów i które obejmują całe ciało i łazikowanie chyba właśnie takie jest. Przecież tu nawet pogody nie potrzeba jakiejś niesamowitej - wystarczą wygodne buty i przewiewne wdzianko. Dodatkowo wiem, jak uwielbiam moment zanurzenia głowy pod wodę na basenie z samego rana - kiedy jest cicho i nareszcie mogę pomyśleć. I tutaj chyba też to odnajduje - nareszcie mam czas ułożyć, pozbierać rozhasane myśli, powkładać je w jakieś sensowne przegródki.
Dziś w powietrzu, mimo że to środek zimy, czuje się już coś ożywczego, jakby dalekie tchnienie ziemi, chęć odrodzenia, nową moc. I może to tylko moja wyobraźnia, ale wydaje mi się, że to wzywa. Wabi falami ciepła, przywołuje obietnicą czegoś nowego, zwykłego i naturalnego a jednak tajemniczego i absolutnego. Nie wiem co to jest, ale idę sprawdzić. Kupiłam zielone buty. Idę je przejść.

Uwielbiam wiewióry z Łazienek...

...i te widoczki za każdym razem tak samo urzekające.

Smaczki Warszawy - tu schody na Agrykoli...

...i widok z mostu Poniatowskiego.

I jeszcze na koniec aleja chińska w Łazienkach - to była przyjemna instalacja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz