- Nächste Halt Potsdamer Platz - bziuk i już kolejny uban wiózł nas w (a)trakcyjną przyszłość. Na środku pustego placu, z którego promieniście rozchodzą się ulice, było pustawo. Podobno to najruchliwsze miejsce w stolicy, a my mieliśmy wrażenie, że jesteśmy jedynymi, którzy w osłupieniu patrzą na oblepione gumami do żucia pozostałości po Murze Berlińskim. Dookoła wznosiły się wysokie, nowoczesne budynki, Marcin opowiadał o największym placu budowy Europy i o podwójnym podziale miejsca, i o łączeniu nowoczesności z klasyką, i w ogóle mówił i mówił, co przecież nie zdarza mu się nigdy, a ja zastanawiałam się po cholerę przyklejać gumy w tak historycznym miejscu. Że niby zgniły kapitalizm nareszcie górą?! Czemu zatem nie polewali szczątek muru colą?! Zawinęliśmy się szybciutko z Placu Poczdamskiego.
 |
| Pozostałości Muru Berlińskiego |
 |
| Nowoczesne budynki |
 |
| na Placu Poczdamskim |
Idąc ulicą Francuską do placu Francuskiego, by zobaczyć Katedrę Francuską mijaliśmy socjalistyczne pozostałości po wstydliwym zakręcie Niemiec. W przeciwieństwie do nas, sąsiedzi nie oczyścili swoich miast z historycznych naleciałości. W wielu miejscach widzieliśmy zatem tablice poświęcone Marksowi i Engelsowi, pomniki z czerwoną gwiazdą i rysunki, z niemożliwą do pomylenia z jakąkolwiek inną na świecie, kreską.
 |
| Socjalkreska |
Na placu Francuskim pan grał na flecie. Na schodach świątyni modelki przebierały się za blendą. Zza białej plandeki wystawało raz nagie ramię, raz błyskająca w słońcu łydka. Łysy fotograf nalewał do wysokich kieliszków bąbelki, a ufryzowane blondyny śmiały się karminowo. Marcin zapatrzył się w mapę. Nie przeszkadzałam mu. Nie mówiłam zbyt wiele. Schody, na których siedzieliśmy były chłodne, kanapki smakowały wyśmienicie, czułam ciepłe słońce na przedramionach. Wiedziałam, że jeden nieopatrzny ruch i znów zacznie się dreptanie. - Ej, ale czemu my tu tyle siedzimy. Przecież czeka na nas punkt Charlie - ocknął się szybciej niż nauczył się mapy na pamięć. Odpuściliśmy sobie uban. Pojechaliśmy metrem ;)
 |
| Na placu Francuskim |
Na tle znaku informującego o tym, że właśnie opuściliśmy sektor wpływów USA i budki, gdzie niegdyś ustawiały się tłumy pragnące przejścia do lepszego świata, stali opaleni murzyni oferujący odcisk pieczątki kontroli granicznej ze strefy okupacyjnej i fotkę na tle flag. Nie wchodziliśmy do Muzeum Muru Berlińskiego - wyczerpaliśmy już dawkę komercji na ten dzień.
 |
| Historia i nowoczesność w punkcie Charlie |
- To co, lecimy obejrzeć te Twoje starożytne papierki? - zapytałam, kiedy zamknęły się za nami drzwi kwadratowego tramwaju a spiker obwieścił, że Nächste Halt to Alexanderplatz.
- Domyślam się, że mówisz o Muzeum Pergamonu. Pergamonu, nie pergaminu! Nie tak szybko. ;) Została nam jeszcze wieża i zegar i katedra i dworzec - odpowiedział i coś dziwnie zaczął się uśmiechać.
Na Placu Aleksandra kolorowa młodzież grała na bębnach, a kobieta w cylinderku puszczała gigantyczne bańki mydlane. Minęliśmy fantazyjną fontannę, oblookaliśmy zegar, co to się obraca, albo i nie - sama już nie wiem, bo co na niego patrzyłam to stał w miejscu, ale jak tylko odwróciłam wzrok, to popylał w podskokach. Ogromna wieża kusiła nas wjazdem na samą górę, ale coś spieszno nam było do Katedry Berlińskiej. Po drodze Marcin cichutko układał sobie geofakty.
- Zobacz jak to fajnie jest rozmieszczone, że po zachodniej stronie placu jest dworzec kolejowy. Jeśli chcesz to możemy tu wskoczyć w jakiś pociąg regionalny albo chociaż miejski S-Bahn. Nie chcesz? To może chociaż metro? Podobało Ci się ostatnio... Jest na wschodniej i zachodniej stronie placu. Tylko w tym miejscu już niedługo będą się łączyły cztery linie metra - tłumaczył zaglądając za ekrany odgradzające nas od wielkiej budowy.
Nie chciałam. Nie płakałam też bardzo, że Katedra akurat tego dnia nie była dostępna dla turystów. Spokojnie położyłam się na trawie i patrzyłam na chmury migające za złotą kopułą świątyni. Dookoła na murawie przewracały się dzieciaki, całowali się młodzi ludzie... we trójkę, ktoś medytował, grupa zorganizowana w równe koło wychwalała swojego boga, ruda czytała Kanta a chłopak ze skajową torbą klikał na ajfonie. Takie trochę niemieckie Pole Mokotowskie.
 |
| Katedra Berlińska |
W Muzeum Pergamonu miało być super. "No sama zobaczysz" i "co ja Ci będę opowiadał" i jeszcze kilka określeń: że światowej sławy i jedyne w swoim rodzaju - z niecierpliwością czekałam na to, co zastaniemy na wyspie. W drzwiach minęliśmy się z Polakami. Z ich urywanej rozmowy usłyszeliśmy, że "to już nawet więcej tych pobitych garnków było w Luwrze" ;)
 |
| Muzeum Pergamonu - Muzeum na wyspie |
Czy warto wydać 10 euro, aby zobaczyć trochę kamieni ze starożytnych budowli? Nie wiem. Wiem natomiast, że to bardzo dziwne uczucie, kiedy patrzysz na pomnik i wiesz, że wyrzeźbiono go 2000 lat temu. Wiem, że wczoraj było wczoraj, że byłam 10h w pracy, że wzruszyłam się na sztuce w teatrze na Woli a na obiad miałam pomidorową, bo nadal mam poplamiony na czerwono skrawek rękawa. Ale 2000 lat temu? A może ten czas nigdy nie istniał? No bo kto mi pokaże świeżo pobrudzony skrawek rękawa sprzed 2000 lat? A skoro nikt, to może wcale nie było zawczoraj? Może wszystko co jest, to tylko to, co tu i teraz? Skąd zatem do licha wytrzasnęli tę bramę do Babilonu? Wychodziliśmy przez pchli targ, gdzie drobiazgi wciąż pamiętały swoich wcześniejszych właścicieli. Jakoś bardziej ten targ był dla mnie nośnikiem pamięci po przeszłości niż pełne higrografów wnętrza Muzeum Pergaminu, oh Pergamonu ;) CDN