środa, 24 października 2012

Słoneczny Berlin


- Nächste Halt Berlin Hauptbahnhof - zaskrzeczało coś w głośnikach i żółty uban powiózł nas w stronę Dworca Głównego w Niemczech. Pierwszy poziom (pod ziemią) - metro; drugi poziom (nadal pod ziemią) - chyba już chciałabym być na właściwym poziomie; trzeci poziom - po co komu galeria handlowa między platformami!?; czwarty poziom - butiki, zaczynam wjeżdżać ruchomymi schodami, jeszcze się nałażę przecież po tym mieście; piąty poziom - już dalej chyba nie dało się zrobić przechowalni bagażu. Gotowi? Do zwiedzania? Start!


Nowiutki Dworzec Główny

- Nächste Halt das Brandenburger Tor - zapiszczało, kiedy oglądałam swój bilet dzienny.- No to teraz możemy jeździć do woli - pomyślałam przypominając sobie, że przecież zwiedzam Berlin z fanem kolei. Wokół Bramy Brandemburskiej życie płynęło jakoś leniwie. Może już swoje przeżyła i zażywała teraz spokojnej starości w blasku jesiennego słońca i niezliczonej ilości fleszy? A może po prostu widziała już niejedno i masywni mężczyźni jedzący kanapki z ogromnymi Schnitzlami, kobiety wystawiające twarze do ciepłych promieni i uganiające się za balonikami dzieci nie robiły na niej żadnego wrażenia? Kto ją tam wie?! Przeszliśmy przez bramę środkiem, ot zupełnie jak niegdyś członkowie rodziny cesarskiej. Od dołu podejrzeliśmy prowadzoną przez uskrzydloną Wiktorię kwadrygę. W tym złocistym słońcu, złociste rozwierzgane konie sprawiały wrażenie, jakby zaraz miały odlecieć wraz z pokrzykującą na nie boginią.



Awers i rewers Bramy Brandenburskiej


Drugie śniadanie wypadło nam w Skaryszewskim, a przepraszam w parku Tiergarten. Ciekawe, że więcej tu ludzi biega niż chodzi (no chyba, że po nordycku), matki z wózkiem szukać ze świecą, natomiast starszych ludzi trzymających się za ręce na pęczki, i jeszcze te wszechobecne rowery (które już na wiosnę wylądują na naszym swojskim bazarze w Słomczynie). To jednak nic. Wiecie co tutaj było wartego uwagi? WODA ;) Jeziorka, oczka, sadzawki, stawiki, rzeczki, kanaliki, meanderki, wodospadziki i ten spokój. Spokój płynący drobną falą i odbijający się żółtym liściem w tafli.


Kolory spokoju

Kolory parku zobaczyłam w pełnej krasie dopiero jednak wówczas, kiedy wdrapaliśmy się na Kolumnę zwycięstwa. 285 stopni wystarczyło, bym stojąc u stóp 35-tonowej Nike, mogła podziwiać park rozciągający się w każdą możliwą stronę. Staliśmy po środku różnobarwnej plamy, gdzie zbiegały się arterie poszczególnych ulic miasta. Zastanawiałam się kiedy las ruszy, kiedy wstanie i odda pokłon swojej złotej Siegessäule.




















Następny przystanek wypadł nam przy dwóch pomnikach. O ile o monumencie poświęconym zamordowanym przez hitlerowców homoseksualistom jakoś nie mam o czym pisać, o tyle o pomniku Holokaustu myślę, że warto wspomnieć. Całość wygląda jak rozrzucone na terenie 19 tys. m² klocki. 2711 bloków (po jednym na każdą stronę Talmudu) tworzy dziwny gąszcz. Początkowo bloki są niskie, wręcz stapiają się z chodnikiem. Im głębiej jednak wchodzisz tym szybciej przesłaniają Ci widok, otaczają Cię, osaczają. Nawet nie orientujesz się, kiedy to już nie Ty wybierasz ścieżkę, którą chcesz iść. Teraz to zimne ściany i pofalowana podłoże kierują Twoimi krokami. Wyszłam z szybko bijącym sercem. Jak to łatwo wejść w coś pozornie nieszkodliwego, zimnego i nieprzyjaznego. Jak to trudno wyjść z sytuacji, która przejmuje Twoją wolność wyboru.





Pomnik Pomordowanych Żydów Europy
Poszliśmy w stronę muru. Wielkiego Muru. CDN

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz