wtorek, 26 lutego 2013

Gorace Zrodla

Pomimo tego ze studia, na ktore pracowalam juz tyyyyyle lat, sie koncza, to szkola jeszcze zdecywodala ze przerwe na tydzien mozemy dostac. No wiec mam teraz tak zwanna "Wiosenna Przerwe", chociaz nie wiem jaka to wiosna skoro i tak zimno, a w gorach snieg jeszcze lezy. Ale ja nie narzekam, bo przynajmiej mam przez tydzien spokoj od profesorow i od pracy. Moge odespac i wypoczac sie, no i niestety troche lekcji nadrobic i zrobic. I pomimo tego ze jestem zla ze mam lekcje w czasie przerwy, to wiem ze niedlugo jak zaczne prace to bede marzyla o tym czasie kiedy mialam przerwe i mialam takie zwane lekcje, ktore kiedys sie skoncza, a nie ida w nieskonczonosc jak niektore projekty w pracy. I w takich momentach, kiedy mysle o znajomych juz pracujacych i bracie, to usmiecham sie i ciesze sie chwila ktora mam. Bo tak naprawde te lekcje jakos zrobie na czas i pewnie odpoczne kiedy bede na emeryturze (jak to Rodzice mi ciagle wmawiaja), ale te momenty z znajomymi sie juz niedlugo skoncza, kiedy wszyscy wyjada i dopiero sie zobaczymy po 10 latach na rocznicy....ale nie o tym jest ta notka! Pozniej bedzie czas na przemyslanie swojego zycia, a na razie musze zyc, poki moge!

No wiec na tych moich wakacjach, wiekszosc moich znajomych wyjechalo do domu. Ja, jakby na to nie patrzec, mieszkam w tym samym miescie gdzie chodze na studia, wiec ja daleko nie wyjechalam. Na szczescie mam kolezanke ktora mieszka w gorach, zaledwie 40 minut od mojego domu. Skoro Ona lubi chodzic po gorach, i to takim spacerkiem jak ja, to wymyslilysmy sobie ze pojdziemy do takich goracych zrodel. No wiec dzisiaj pojechalam do kolezanki, i oprocz pieknego blekitnego nieba z widokiem na piekne jeziorko, przywital mnie snieg. Owszem, nawet w kaliforni jest snieg....w sumie po tej stronie gdzie sloneczko jeszcze nie dotarlo, ale i tak byl snieg! Pojechalysmy potem do poczatku szlaku, wzielysmy plecaki, no i w droge! Zaraz za pierwsza gorka, byl maly wodospad, a za rogiem lezal snieg....na drodze....i lod. No wiec od razu widzialysmy ze to bedzie super szlak, pod wzgledem tego ze bedziemy sie bawic duzo w "jak by tu ominac ten lod i nie spasc." Po pewnym czasie moja kolezanka powiedziala mi ze to drzewo, no to w oddali takie tam, to jest polowa podrozy. No wiec ja wzielam gleboki oddech i powiedzialam "no dobra." Szlysmy dalej az doszlysmy do drzewa, gdzie okazalo sie ze reszta szlaku wiedzie w dol i po takim dosc ostrym i sliskim terenem. Po nastepnej zabawie w slizganiu i zbieganiu, doszlysmy do momentu gdzie w oddali bylo widac taki kemp kamieni gdzie te gorace zrodla wlasnie byly.

No wiec po jakims godzinnym marszu, na spokojnie, ubrane w kostiumy kampielowe, usadlysmy w takim jednym zrodelku zeby zjesc mala przekaske, napic sie i odpoczac. No i tak sobie siedzialysmy przez chyba 2 godzinki, zmieniajac zrodelka na cieplejsze czy chlodniejsze. W koncu trzeba bylo sie przebrac spowrotem i zaczac ta dluuuuuuga podroz spowrotem, po tej okropnej gorce na ktorej juz wiedzialysmy ze zatrzymamy sie kilka razy. No i ze smutkiem na twarzy porzegnalysmy sie z tymi zrodelkami i zaczelysmy isc. Sloneczko juz sie zaczelo chowac, i tu sie okazalo ze akurat zdazymy do samochodu jak slonce juz prawie calkiem zajdzie za horyzontem. Szlysmy i zamiast wracac tym bardzo sliskim piachem, wybralysmy gorna trase (no to naprawde nie byla jakas tam trasa, ale widac bylo ze kilka osob tez probowalo inaczej isc niz piaskiem) przez kilka kamieni. No i tak w rekordowym tempie doszlysmy w troche mniej niz 2 godzinki spowrotem, nie przejmujac sie tym ze minely nas dwie pary malych "sarni gorskich" (jedna para osob szybkim marszem szla, a druga zatem zbiegala z gorki). Zadowolone, i troche zmeczone, zaczelysmy wracac do domu kolezanki gdzie mialam samochod zebym mogla wracac do mojego domku.

Bardzo przyjemnie bylo tak sobie odpoczac, od tego calego stresu szkoly i pracy, no i oczywiscie super bylo porozmawiac z kolezanka tak na spokojnie o przyszlosci. Caly dzien w sumie spedzilysmy rozmawiajac o roznych sprawach, i okazalo sie ze jestesmy bardzo do siebie podobne....wiec wyglada na to ze skoro mieszkamy dosc blisko to bedziemy sie czesciej spotykac. Ja sobie spedzam ferie bardzo przyjemnie, i chociaz troche zadroszcze tym moim znojomym ktorzy pojechali na jakas egzotyczna wyspe, albo do kraju o ktorym marze od lat, to ciesze sie z tego momentu spedzonego z kolezanka. My we dwojke, spedzilysmy choc jeden dzien, na swierzym powietrzu, w milym towarzystwie, i o wiele taniej niz inni....ale to nie znaczy ze nie zaczelysmy planowac naszych wyjazdow za granica ;)
Pierwszy wodospad

Snieg

luty w kaliforni

Snieg na sciezce

Gorace zrodelka

Widok od strony zrodel

Juz sie grzejemy z sniegem za nami

To male zrodelko nas grzalo
Blekitne niebo bez smogu 

Wracamy z sloneczkiem





Krotka koszulka i snieg - musi to by kalifornia!

No tutaj byl snieg na sciezce




Dla tych ktorzy mnie nie znaja, nie jestem wielka fanka marszu w gorach. Wiec to ze poszlam, z wlasnej woli, chyba oznacza za czlowiek moze sie zmieniac :)

piątek, 8 lutego 2013

Que sera sera


A kiedy już mi minęła złość na samą siebie, że naraziłam się na zarażenie jakimś paskudnym wirusem, kiedy przegoniłam smoki gorączki i zaczęłam widzieć normalnie, kiedy przestałam się frustrować, że mam tydzień wyjęty z pracy i odpuściłam sobie stresowanie z powodu poprzesuwanych kręgów, kiedy zgodziłam się na to, że samej mi będzie trudno zagrzać sobie zupę i że ktoś może się mną jednak zaopiekować, kiedy już wreszcie przestałam kląć i płakać to po prostu się uśmiechnęłam ;) Que sera sera.



wtorek, 5 lutego 2013

Biegające Balsamiki

W oststni weekend, w Huntington Beach odbył sie coroczny długo-dystansowy wyścig. Nasza rodzinka już po raz czwarty uczestniczyła, a "Polska reprezentacja" co roku sie robi większa. I szybsza :)

W tym roku, na szczęście nie padał deszcz, temperatura była idealna, i rozpracowany system zawożenia i przewożenia zawodników działał jak zegarek szwajcarski. Uczestniczyło ponad 20000 osób, z czego 14 osób z "Team Aga" - tak sie nazywała nasza grupka w tym roku ponieważ jedną z uczestniczących osób była Agnieszka Karoń (rownież zwana "Aga"), która walczy z rakiem. Był nawet z nią wywiad w lokalnej gazecie.

Aga ukończyła 13.1 mil pól-maratonu, tak jak i reszta reprezentacji. Prawie wszyscy poprawili czasy w tym roku, i następnego dnia tylko kilkoro z nas lekko kuśtykało, liżąc rany. Drugiego dnia już całkiem spokojnie sie poruszalismy i są pogłoski o powtórzeniu takiego wyczynu w Redlands za dwa miesiące. Są jacyś chętni? :)

Team Aga u Karonow, przed wyscigiem.

Team Aga na starcie

niedziela, 3 lutego 2013

Biegówki w Mazowieckim

W zeszłą niedzielę wyskoczyliśmy z Tatą na biegówki do Mazowieckiego. Trasy wąskie, szlaki mało przetarte, teren często górzysty, zjeżdżając z pagórka dość łatwo znaleźć się w jeziorze ale za to radość niesamowita ;) I z biegania i z biegania z Tatą. Do niektórych rzeczy chyba trzeba po prostu dojrzeć.