Dzień 6: Schronisko na Przysłupiu-Barania Góra-Radziechowska Magurka-Węgierska Górka-Żabnica-Hala Rysianka
Dziś najdłuższy dzień. Wstałam o 7, chapnęłam wczoraj zrobioną bułę z pasztetem i uściskałam Krakusów (przeżegnali mnie ciepło, jak nie patrzyłam wrzucili do plecaka gorący kubek i słodkiego batonika, tak bardzo po rodzicielsku, jakoś mi ich będzie brakowało;) O 8 zalałam wrzątkiem termos i wyskoczyłam ze schroniska, modląc się, żeby to już był ostatni deszcz. Chyba mam jakieś chody na górze, bo przez cały dzień chmury były bardzo nisko, ale nie spadła z nich nawet kropla deszczu. Na Baranią podejście bardzo łatwe, po niecałej godzinie wiało mi już w uszy na wieży widokowej. Wieża powinna się nazywać niewidokowa. Po drodze widziałam rysia, wilka i dwa jelenie. A może to tylko pieńki we mgle.
Zejście straaaaasznie dłuuuugie. 4h w dół i dół i w dół. Zziębnięta i wilgotna od chmur wylądowałam w Węgierskiej Górce. Obiecywałam sobie kawę, Gorącą, mocną kawę z bitą śmietaną. Zapomniałam o kawie, jak tylko wjechały na stół flaczki. Gorące, pożywne flaczki ze świeżą pajdą chleba. Zadzwoniłam w dwa miejsca, spojrzałam na mapę, kupiłam na jutro śniadanie i z 5 minut odpoczynku zrobiło mi się 1,5h. Jak to jest możliwe?! Pogoda niewyraźna, do najbliższego schroniska 4h. Zmieniłam plany, złapałam stopa i zamiast czerwonego wybrałam zielony szlak. 2h i miałam być w ciepłym schronisku. Męczyłam się jak nie wiem, zastanawiałam się, czy przypadkiem nie usnąć gdzieś w malinach. Po drodze spotkałam Ślązaków z Rybnika powiedzieli, że podejście pieruńskie, Ślązacy z Katowic splunęli, że jebuckie, chłopak z Błonia coś mówił o francowatej drodze a ja... ja to już nawet nie miałam siły kląć. Co mnie podkusiło żeby skracać drogę o 2h wybierając to cholerne podejście przecinające wszystkie możliwe poziomice!? Na miejscu byłam ok 17. Doszłam na ostatnich nogach.
Zimny prysznic, rozłożenie mokrych rzeczy na łóżku i już siedzę w jadalni z kiełbasą z rusztu. Na deser kroi się ciasto ze śliwkami i kruszonką i grzane wino. Jutro już schodzę, więc mogę sobie pozwolić na deser. W sumie dość długą trasę zrobiłam. Może jutro uda mi się ją podliczyć. Planuję wyjść po 9, tak żeby na 12 być na mszy pod Halą Miziową, a potem to już tylko w dół do granicy i stop do Żywca ;)































































