piątek, 19 września 2014

Przysłup

Dzień 5: Schronisko na Stożku-Przełęcz Kubalonka-Schronisko na Przysłupiu

Wysypiam się jak basza. Najmniej spałam tutaj 10h. O 21:30 śpię już snem sprawiedliwego, o 8 rano za to jestem trzeźwiutka jak nigdy. Dwie kromki na śniadanie, buła na drogę, kawa nad mapą, Krakusy poczęstowały batonikiem, siadają im nogi i częstują mnie czym popadnie, dobre Krakusy gdzieś spod Balic;) Dziś wietrznie i gorąco. Do przełęczy Kubalonka przeleciałam jak wiatr. Po drodze grochówka z chlebem. Wylizałam miseczkę do czysta. Świeże powietrze i trochę ruchu robi swoje. Chapnęłam jeszcze po burżujsku dwa oscypki z żurawiną na gorąco :) W drodze do Przysłupu cała masa drobnych przyjemności. A to zielarka ukryta w krzakach, a to starsze małżeństwo zagadujące ciepło, a to jeżyn od groma. Krakusy mówią, że to ostrężnice, ale oni i na prawilne jagody mówią brusznice. Minęli mnie też chłopcy na rowerach. Życzyłam im pełnego garnituru zębów i na dole. Uśmiechnęli się jeszcze swoimi od ucha do ucha;)
W schronisku usiadłam już o 15. Nie było jednak jak iść dalej. Do najbliższego noclegu jakieś 5h, a o 19 robni się ciemno. Zostawiłam zatem trasę na jutro. Może uda mi się przeskoczyć za Węgierską górkę na Słowiankę albo na Halę Rysiankę. Tak czy inaczej kroi mi się wycieczka ośmiogodzinna. Zobaczymy czy wstanę o 7 rano;)
Na Przysłupie nocleg za 25 zł, dopłata za pościel kolejne 10. W nosie i tak wszystkie ciuchy idą po jutrze do prania. Schronisko tanie to i ludzi masa. Na sali sama młodzież, jakieś 11 osób. Wszyscy jak jeden mąż piją piwo. Sama bym wypiła. Diabli nadali ten antybiotyk. Mało ludzi mijam na szlaku. Najczęściej jakieś dwie, cztery osoby. Dziś może ciut więcej - piątek w sumie, weekend się zaczyna. Nie sądzę jednak żebym spotkała więcej niż dziesięć osób. Gdzie ci studenci?! Napisałam to i poczułam się staro. Czy to możliwe, żeby w przeciągu 8 lat, czyli od czasu, kiedy się obroniłam studenciaki przestały chodzić po górach? Co oni wszyscy teraz mają kampanię wrześniową? A może praktyki robią, biznesy kręcą? A może im się po prostu nie chce? To jak w takim razie teraz studentki sprawdzają swoich studentów: czy im plecak podadzą, czy wieczorem przyniosą żurek z okienka, czy dobrym słowem na trasie wspomogą? Po kawiarniach się szlajają, czy też to nieśmiertelne kino katują? Eh nuda.
Dobrze iść w góry. Nawet samej. Dziewczyna sama w górach rodzi instynkty opiekuńcze. "- Nie siedzi Pani tak na gołym kamieniu, toż to wilka można dostać." "- A gdzie to panienka tak sama zmierza? Lepiej zostać tu w schronisku, bo zmoczy jak nic." Dobrze mi się samej idzie. Wiadomo, nie ma co się dosiadać do wiejskich pijaczków na mamrota czy innego patyka. Wiadomo, nie ma co po nocy schodzić do miasta. Wiadomo, nie każdego stopa się bierze. Ale poza tym to sama przyjemność. Po górach źli ludzie nie chodzą, bo im się zwyczajnie nie chce. Raczej spotyka się takich samych turystów jak my. Takich co i plastrem na nogę wspomogą i kawą poczęstują i czekoladą się połamią. A poza tym o nic nie trzeba się martwić. Nic nikogo nie boli, nikomu nie jest zimno, nikt nie opóźnia wyjścia i nikt nie gada nad uchem przez całą drogę. A propo gadaczy. Zgadnijcie, kto właśnie wchodzi do schroniska. Zgadnijcie do kogo ich dokwaterują. Tak się już do nich przyzwyczaiłam, że nawet wyglądałam Krakusów na trasie. Jakoś żal mi było żylakonogiej Krakuski na tym ostatnim podejściu. A co tam miejsce im też już w pokoju zrobiłam:) Toż to ostatnia noc. Jutro już wracają pod swoje Balice. Może im przyjemność zrobię i na zieloną noc wysmaruję ich pastą - odmłodnieją i poczują się jak na koloniach;)
Przyjście o 15 do schroniska ma też swoje zalety. Udało mi się uprać pół plecaka, znaleźć powrotny blablacar, zjeść schabowego i kąpnąć się w gorącej wodzie. Kolejny raz doceniam małe przyjemności. Po całym dniu w ciężkich butach stopy w japonkach tańczą salsę, luźne łydki błyskają w popołudniowym słońcu, plecy prostują się w każdą stronę, a dłonie, które już nie muszą trzymać kijków, trzymają kubek ciepłej herbaty. Mam sucho i ciepło, jestem umyta i najedzona, a na kolanach siedzi mi czarno-biały kot. Czy można chcieć czegoś więcej?:)















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz