środa, 26 grudnia 2012

piątek, 21 grudnia 2012

Roraty na koniec świata

O 6 rano w zimie w Warszawie jest bardzo cicho. Ludzi jeszcze nie ma, samochodów jak na lekarstwo. Śnieg wygłusza kroki wśród zasp, przytupywanie z zimna na przestankach a nawet wydaje się, że i szepty w autobusie. Nic jeszcze nie zwiastuje poranka. Przymykam oczy w pustym metrze.
W zupełnie ciemnym kościele po omacku szukam ławki, trzaskają zapalane na ołtarzu świece, szurają po posadzce zaspane buty, chrząkają nierozgrzane gardła. Wchodzący ludzie wnoszą ze sobą kolejne ogniki. Monotonna, radosna melodia Godzinek wznosi się pod kopułę wraz z dymem i gorącymi oddechami.
Przez chwile jest spokojnie. Odpoczywam. Pod powiekami mijają mi obrazy zamglonych gór, wschodów na pielgrzymkach, bezpiecznych powrotów do domu.
Chwila zadumy i już jest jasno. Światło dostaje się najpierw do bocznej nawy, by już za moment wypełnić sobą cała przestrzeń. Szkoda, źe tak trudno mi rano wstawać. Roraty to dobry pomysł na początek dnia.


środa, 19 grudnia 2012

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Tańczące Balsamiki

Zmienił nam się ten blog. Początkowo służył za platformę, gdzie dzieliliśmy się naszymi przeżyciami ze wspólnej wyprawy do Stanów. Potem spisywaliśmy sobie nawzajem nasze mniejsze wypady. Dziś publikujemy drobne przemyślenia, małe historie i z braku okazji do zwiedzania całego świata relacje ze zwiedzania świata najbliższego. Wciąż jednak pod tym samym, odkrywczym tytułem ;)
W Polsce za oknem poniedziałkowa plucha - najlepszy czas na porządną dawkę pozytywnej energii. Zobaczcie naszą wyprawę w pigułce. Piotruś ukłony dla Ciebie za montaż;) Jutro spodziewajcie się drugiego filmiku, a już dziś dajcie znać jak Wam się podoba.




środa, 12 grudnia 2012

Pani?

Jest koło mnie odkąd pamiętam. Odkąd też pamiętam potrafiła pojawić się na swojej galeryjce w przeciągu sekundy, by drzeć się na mnie, że depcze trawę i kręcę jak szatan karuzelą, a w ogóle to, kto to słyszał,  żeby łazić po drzewach i portki rwać o ogrodzenia. Potem kupiła psa i wciąż wszyscy słyszeli  że Kora, co żeś zeżarła i choć już do domu. I to był jakiś status quo, podobnie jak to, że nigdy nie pukała a czasem to i znienacka zupę dosoliła. 
Dziś kiedy spotkałam sąsiadkę przed domem na tym mrozie, jak zastanawiała się, w którą stronę do sklepu, to zrobiło mi się bardzo smutno. A kiedy zapytała: "A Pani w która stronę idzie?" to już w ogóle myślałam, że się popłacze. Pani? Już nie hultaju i nicponiu? Dlaczego przestaje mnie poznawać? Dlaczego wracając ze spaceru zdarza jej się zostawić psa pod drzwiami? Przecież miała całe 90 lat, żeby się tego nauczyć. Niektóre rzeczy się Panu Bogu nie udały.



wtorek, 11 grudnia 2012

Powracające pytania

Mówimy wiele, ale bez zbędnych ozdobników. Szybko dotykamy sedna problemu. Nie boimy się przy sobie myśleć. Patrzę na jego usta, kiedy formułuje składne zdania. Spoglądam w górę zastanawiając się, co tak naprawdę ja o przedmiocie myślę. Jakbyśmy zderzali dwa, tak różne, a jednak tak bardzo podobne, światy. A może to tylko kontekst kulturowy, liczba przeczytanych dzieł, przemyślanych spraw i znalezionych granic. Cholera wie. Lubię jednak tę intensywność, to zmęczenie po rozmowie, to odkrywanie relatywizmu i wracanie do pytań, na które już przecież raz a dobrze 15 lat temu dałam sobie odpowiedź. Czy faktycznie odpowiadamy sobie na pytania raz a dobrze? Czy tylko raz i czy na pewno dobrze?


poniedziałek, 10 grudnia 2012

Kampinos we dwoje

Kiedy wychodzisz z chłopakiem na spacer, to wydaje Ci się, że pogadacie, pośmiejecie się, pobędziecie razem, że najważniejsze będzie to o czym będziecie rozmawiać... I zwykle tak jest. Zwykle, chyba że idziecie do lasu.

- ... a najfajniej to było jak pojechałem z siostrą na Krym. Ludzie tam serdeczni. Nie dojedli arbuza, to nam do stolika przysłali...

Wyruszyliśmy o 7 rano, za oknem było - 7 stopni, do plecaka wrzuciłam tylko 7 najpotrzebniejszych rzeczy (później miałam podliczyć, że chodziliśmy w sumie całe 7 godzin). Na górze wydrukowanej mapy widniał pisany wersalikami napis KAMPINOS. Rolami podzieliliśmy się już kiedyś: ja jak zwykle zapewniałam prowiant, on jak zwykle prowadził. Lubię to, on też to lubi. Chyba.

Śnieg miarowo chrupał nam pod nogami, przesłaniające nieco usta szaliki szroniły się momentalnie, szeleściliśmy zimowymi spodniami i narciarskimi kurtkami. Szliśmy i gadaliśmy, o wszystkim i o niczym, śmialiśmy się i zamyślaliśmy, snuliśmy plany i denerwowaliśmy na siebie, a las nie pozwalał nam o sobie zapomnieć.

- ...jeszcze trochę w prawo, no jeszcze, nie bój się nie wpadniesz do bagna, przecież fest zamarzniete, nie mieścisz mi się w kadrze, no jeszcze troszkę...

Nie narzucaliśmy tempa, nie spieszyliśmy się nigdzie. Zastanawiałam się, jak to jest, że samo łażenie może sprawiać taką przyjemność. Przecież to tylko synchronizowanie ruchów z oddechami. Prawa, lewa, prawa... Wbijane w ścieżkę kijki podrywały się zostawiając za sobą smugi sypkiego śniegu. Biały puch osypywał się z butów, nie moczył nawet sznurówek. Mroźne powietrze dostawało się do płuc. Świeże, czyste, bez zapachu wirowało upajająco w głowie. Pod rumieńcami znikły piegi, usta nabrały zdrowego koloru. Poruszyłam ciężkimi sosnowymi gałęziami. Niepowtarzalne w kształcie śnieżynki nieodwracalnie zmieniły się na rozgrzanych policzkach w gorące krople wody.

- ...a wyobrażasz sobie tutaj przenocować, tak w nocy z łosiami i dzikami? Rozbić namiot, rozpalić ognisko, upiec kiełbaskę...

Skończyliśmy kanapki, kliknęłam termos i wtedy to usłyszałam. Las się wyciszał. A może on wyciszył się już setki lat temu, a my dopiero teraz, jak wielu przed nami, zaczynaliśmy słyszeć jego ciszę. Śnieg wygłuszał nawet myśli. Czy to możliwe? Zero finkowania, zero zmartwień, uniesień, radostek, po prostu cisza. Niewyobrażalna, kojąca nerwy, dająca przestrzeń, ciesząca i napełniająca energią. Teraz, jak o tym myślę, to zastanawiam się, że przecież musiałam słyszeć dzięcioła i dźwięki ściąganych pasków od plecaka, swój oddech i bicie serca. Wówczas jednak tego nie rejestrowałam, jakbym nareszcie znalazła się w najbardziej naturalnym ze środowisk. Napotkałam jego ciekawe oczy i uśmiechnęłam się lekko. Jak wytłumaczyć, że nic nie słyszę i się z tego cieszę? ;)

- ...myślę o takim jednym norweskim projekcie. Jeśliby przeszedł, to na cztery lata miałbym ciekawe zajęcie...

Po obu stronach ścieżki rozciągała się puszcza. Drzewa czasem zachodziły na siebie tworząc nieprzebyty gąszcz, czasem zaś oddalały wpuszczając światło na ścieżkę. Mijaliśmy zryte przez dziki miejsca i gładkie polany zielonych jagodzin. Droga momentami prowadziła szerokimi leśnymi duktami o rozległych skrzyżowaniach, momentami zaś wąskimi, pełnymi korzeni ścieżynkami pośród mokradeł. Mamiły nas dopiero co skute lodem bagna i wciągające oczka na grzęzawiskach. Wiedzieliśmy, że nie wolno nam opuścić grobli, bo raczej nie wrócilibyśmy już na kolację do domu, ale ten szept był tak pociągający: 

-... no chodź, wejdź na oczko. Zobacz, możesz przejść z niego na następne. Przeskoczysz, jak w grze w klasy. Lubisz przecież leśne jeziorka. Wejdź dalej. Na końcu znajdziesz tlące się bladym światłem ogniki. Wejdź tylko jedną nogą...

Na drzewach migały nam szlaki: czerwony, niebieski, żółty. Po drodze spotykaliśmy kolejnych twardzieli: gościa na biegówkach, emerytki z kijkami, chłopaka podającego swojej dziewczynie gorący obiad, długowłosą na koniu. W dwóch trzecich trasy zajrzeliśmy na cmentarz w Palmirach. Rzędy krzyży przyprószył biały śnieg. Między katolickimi kanciastymi krzyżami odnajdywaliśmy kolejne żydowskie macewy. Wysoko powiewała biało-czerwona flaga. 

Zupełnie nie zorientowaliśmy się, kiedy kolory zaczęły blaknąć, a cienie wydłużać się. Już po zmroku doszliśmy do ośrodka w Laskach. Do surowego, drewnianego kościoła weszliśmy akurat na moment podniesienia w czasie adoracji. Stopem wróciliśmy na Młociny. 

-...wiesz, że przeszliśmy około 30 km...

Nie wiedziałam. Obiad zlewał mi się w kolorową mozaikę, herbata wypełniała ciepłem od środka. Nareszcie czułam, że odpoczęłam. 

Pokaż Kampinos we dwoje na większej mapie




























piątek, 7 grudnia 2012

Szukanie mrozu

Kto normalny w sobotę o 8 rano siedzi w autobusie w narciarskich spodniach, z kijkami i plecakiem pełnym kanapek i termosów, bo właśnie się wybiera na całodzienne szukanie mrozu w Kampinosie?!

Ja ;)


Pierwszy śnieg

Wyszliśmy z cichego mieszkania wprost na ruchliwą ulicę. Pożegnaliśmy się i każde ruszyło
w swoja stronę. Stanęłam na światłach. Zapatrzyłam się na wirujące pod latarnią płatki śniegu. Takie czyste i ciche. I tak sobie pomyślałam: jestem cholernie szczęśliwa.




wtorek, 4 grudnia 2012

Impreza XXX

Skończyłam lat 30. Przez chwilę nie wiedziałam, co z tymzrobić. Cieszyć się, czy płakać? Świętować, czy też schować się gdzieś podkocem;) I tak sobie pomyślałam, że jestem dziś w zupełnie innym miejscu niż roktemu. Że mam, i to świetną pracę, że mam zupełnie inny, dużo lepszy, kontakt zrodziną, że w miarę regularnie ćwiczę i nie narzekam za bardzo na zdrowie, żemam perspektywy i co niesamowicie ważne, że otaczają mnie wyjątkowi ludzie. Jakwięc tu nie świętować?! ;)
Ogarnęłam więc mieszkanie, machnęłam jakieś sałatki, wrzuciłam coś na ząb na ciepłodo piekarnika i na zimno do picia do zamrażalnika i zaprosiłam znajomych;)
A potem? Potem to już za wiele nie pamiętam;) Wiem, że Maciek prowadziłtanecznego węża, a Kinga się śmiała i Zuza częstowała czarnym jak noc, słodziutkimbrownie i Aga rozsmakowała się w cytrynówce, a Michał próbował ograć Gośkę wszachy (sic!). Pamiętam jak mój mały brat wirował na parkiecie z wesołąblondyneczką, a siostrę uczył salsy najprofesjonalniejszy tancerz RP. No ijeszcze byli przytulacze z drugiego pokoju i baardzo pomocna, odnaleziona polatach Monika, i drobniutki kolega, który stanął w drzwiach nie mogąc się nadziwić,skąd ja znam tyle fajnych koleżanek. Świt zastał nas pijanych radością ;) Czy ktoś pamięta coś jeszcze? ;)
Dziś trzy dni po imprezce wciąż śmieję się dookoła głowy i tak sobie myślę, że to dzięki Wam. Dziękuję, że wpadliście, dziękuję, że mogłam tę szczególną datęświętować właśnie razem z Wami. I jeszcze dziękuję, że, tak jak ja,cieszyliście się jak dzieci z fajerwerkowego tortu i podniebnych wybuchaczy izimnych ogni i pałeczek-strzelaczek i piramidy kolorów i bączków huczaczy i… ohuwielbiam fajerwerki ;) To co, kto się pisze na Sylwestra? ;)