sobota, 18 sierpnia 2012

Dom slodki dom

Wstalismy bladym switem, czyli o 8 rano, i po szybkim sniadanku pojechalismy zobaczyc ostania latarnie. Piedras Blancas jest polozona na koncu polwyspu i jest jak to tutejsi nazywaja, 'headless' - czyli bez glowy, poniewaz glowna soczewka zostala zdjeta z gory i jest zapalana czasem (wieczorem) w miescie obok. Wycieczka do latarni i po terenie trwala 2 godziny chociaz nie wydala sie byc taka dluga. Pan ktory nas oprowadzal przyjemnie opowiadal i powiedzial wiele ciekawych rzeczy o roslinach i zwierzetach wystepujacych w tej okolicy. W rezultatcie nauczylismy sie wiecej o calej posiadlosci niz o samej latarni. Wszystkie czego chcielismy sie dowiedziec o ptakach czy kwiatach dowiedzielismy sie albo od pana albo z informacji wystawionych w budynkach obok latarni. Po zwiedzeniu pojechalismy zpowrotem do Cambri aby zjesc lancz. Znalezlismy fajna francuska knajpke gdzie zjedzlismy pyszne kanapki i wypilismy francuskie cieple napoje. Najedzeni, ruszylismy w dluga podroz do domu. Chociaz dzisiejsza przejazdzka byla krotsza niz poprzedniego dnia, wydalala sie ona dluzsza, pewnie dlatego ze chec bycia w domu wydluza czas. W koncu dotarlismy do domu po tygodniowej podrozy, zadowoleni i wypoczeci.



























Kasia i Wojtek

piątek, 17 sierpnia 2012

Dzis przydalaby sie latarnia

Dzis na luzie. Dopiero o 14 dotarlismy do pierwszej i jedynej atrakcji dnia. Pinnacles National Monument jest polozony w srodkowej Kaliforni blisko uskoku San Andreas, powstal wiele milionow lat temu z ruchu plyt tektonicznych, i jego glowna cecha jest to ze jest inny niz cala okolica. Cala srodkowa Kalifornia jest kraina lagodnych pagorkow a Pinnacles to grupa ostrych skal. Pomimo 42 stopni Celciusza wybralismy sie na godzina wycieczke zeby zobaczyc jedna z jaskin. Powiedziano nam zeby wziac latarki i zeby sie przygotwac na odcinki trudne do przejscia. Na szczescie te zapowiedzi okazaly sie byc mocno przesadzone. Latarka byla jedynie bagazem do niesienia. Mimo upalu wycieczka byla przyjemna. Wyjezdzajac zauwazylimy ze okolica wyglada tak jakby wszystko sie palilo, co wynikalo z tego ze krzaki i krzewy miale czerwone koncowki na lisciach a trawa byla sucha co dawalo jej zloty polysk. Zaraz za parkiem byly ogromne winnice co przypomnialo nam niedawny pobyt w Napa. Jadac dalej na poludnie zatrzymalismy sie w San Luis Obispo aby spozyc smakowite pasty. Kasia oczywiscie wybrala to samo miejsce gdzie niedawno jadla z Marcinem i Dziewczynami. Buona Tavola jest sympatyczna restauracja ze stolikami i wsrodku i na zewnatrz, oraz z porcjami dla ludzi - jest tego jedzenia akurat zeby sie najesc, a nie przejesc. Tak wiec nie przejedzeni ruszylismy znow .... na polnoc aby spedzic noc blizej ostatnej latarni. Dojezdzajac do malego hoteliku, zostalismy powitani odleglym blyskiem latarni ktora jutro mamy zwiedzic. Po przyjemnym przywitaniu idziemy spac z usmiechem na twarzy. 




























Kasia i Wojtek

czwartek, 16 sierpnia 2012

Woda i Wino

Wyspanie ruszylismy do przedostatniej latarni, Point Reyes. Jest ona polozona na samym koncu dlugiego polwyspu i jest uwazana za najbardziej wietrzna i mglista latarnia na zachodnim wybzezu. Naszczescie dzisiaj wydalalo sie byc wrec niezwietrznie, choc bylo troche mgly. Po przejechaniu 20 kilku mil kompletnim pustkowiem pozostalo nam juz tylko krotkie przejscie asfaltowa droga, a przy najmiej tak nam sie wydalalo. Okazalo sie ze zejscie do samem latarni bylo 30 pieter w dol schodami! Przygotowani zaczelismy schodzic i im nizej zeszlismy, tym wiecej widzielismy pod nastepujaca warstwa mgly. W pewnym momentcie zorientowalismy sie ze w tej latarni, wloczony jest rowniez sygnal dzwiekowy stosowany w czasie mgly - to byla pierwsza latarnia ktora miala go wlaczony. Ciekawe bylo to jak dlugo bylo slychac poglos tego sygnaly co wskazywalo by na to ze siega on bardzo daleko. Wracajac zjedlismy pyszna kanapke w przy drorznej kafejce - ciekawostka: niedaleko byla czeska knajpka, ale nie mielismy na niej checi. Naszym nastepnym celem byl Muir Woods National Monument. Dojechalismy tam pieknym wybrzezem. Waska droga wila sie ostro miedzy gora a przepascia, bez barierki, a oczy nie wiedzialy cz patrzec na droge czy piekne widoki. Kasia znow stanela na wysokosci zadania i dowiozla nas bezpiecznie do celu. Muir Woods to niezbyt duzy park ktorego glowna atrakcja sa drzewa Redwood. Sa to najwyzsze drzewa na swiecie i naprawde imponuja wielkoscia. Po dluzszym spacerze wsrod drzew ruszylismy do slynych dolin Sonoma i Napa. Przejechalismy sie przez Sonome, w ktorej sa glownie winnice i winiarnie, za to Napa ma rowniez prawdzie miasto z milymi uliczkami i knajpkami. Polazilismy troche po miescie poczym naprawde ruszylismy w droge powrotna. Dzis zrobilismy kilka dziesiat kilometrow, ale od jutra bedziemy juz pruli na poludnie. 

































Kasia i Wojtek

środa, 15 sierpnia 2012

Mkna po szynach niebieskie tramwaje....

Mielismy swietny plan zeby pospac do 9:30, skoro nigdzie sie nie spieszylismy, ale nasz plan sie nie udal. O 7 rano wlaczyl sie alarm przeciwpozarowy na calym naszym pietrze. Po 5 minutach wycia wreszcie wylaczylismy pudelko i poszlismy spac. Nie potraktowalismy tego jako zapowiedzi reszty dnia. Po bardzo skromnym sniadanku (jedyne nasze bardzo skromne sniadanko) wyruszylismy w droge powrotna. Jednym z plusow tego dnia byla krotka podroz nieco szersza droga przez gory bez prac drogowych. Oczywiscie zaraz po wjezdzie na normalna autostrade, zaczelismy hamowac, a pozniej stanelismy. Pol godziny pozniej bylismy zaledwie kilkaset metrow dalej bo korek okazal sie byc znacznie wiekszy niz nam sie wydawalo. Skoro dzisiejszy dzien byl przeznaczony na winiarnie, postanowilismy zamienic stanie w korku na probowanie wina. Wina z pierwszej winiarni miale odwazne kombinacje smakow. Za to pani ktora podawala wino okazala sie byc z tej samej szkoly co Kasia, chociaz skonczyla wlasnie w tym roku. Po krotkiej przerwie wrocilismy do naszego korka, ale jakby z lzejszem sercem. Druga winiarnie wybralismy daleko od autostrady. Okazala sie byc dosc elegancka i ekskluzywna winiarnia,  polozona na wzgorzu z widokiem na piekna doline Dry Creek. Wina byly blizsze naszym podniebieniom i dlatego wyszlismy stamtad z butelka w reku. Podjechalismy nieco blizej jutrzejszych atrakcji i zakotwyczylismy sie na dzien.

p.s. Dzisiaj Kasia uczyla sie tekstow na nasz nowy wystep. 


















Kasia i Wojtek