środa, 15 sierpnia 2012

One lane road

Wyruszilismy dalej na polnoc zeby zobaczyc dwie najdalsze latarnie w naszym programie. Zaczelismy od prostej drogi autostrada, ale stosunkowo szybko zjechalismy na szose. Droga wiodla lekko pod gore i mimo wzrastajacej temperatury bylo calkiem fajnie. Az tu nagle zastalismy pracownika drogowego z tabliczka 'stop'. Po odczekaniu kilku minut ruszylismy. Okazalo sie ze reperuja jeden pas szosy wiec drugim puszczaja ruch drogowy wachadlowo. Ucieszeni ze mamy te roboty drogowe za soba ruszylismy dalej. Niestety nasza radosc byla zbyt wczesna. Kilka mil dalej mielismy nastepny postoj. Na szczescie czekalismy tylko kilka minut i juz po chwili skrecilismy na wezsza i znacznie bardziej kreta droge ktora przez nastepne 30 mil (wiecznosc) pokonala niezliczona ilosc szczytow i dolin. Ile setek albo tysiecy zakretow to bylo to nawet nie da sie policzyc, juz nie mowiac o wielkich ciezarowkach ktore wyskakiwaly zza zakretu i pedzily tak jak by to byla prosta szosa. W koncu jednak las i gory sie skonczyly i zobaczylismy morze! Pierwsza latarnia, Point Arena, byla pieknie polozona na bardzo dlugim polwyspie. Poza glowna funkcja latarni, miejsce spelnia rowniez inne zadania: po pierwsze, sluzy jako baza dla Coast Guard (morska straz ratunkowa); po drugie, jest landowisko i stacja uzupelnienia paliwa dla helikopterow Coast Guard; po trzecie, jest to miejsce wielokrotnie uzywane do krecenia filmow poniewaz latwo daje sie dostosowac do roznych epok. Kolejna latarnia byla o leniwa godzinke jazdy na polnoc piekna PCH (Pacific Coast Highway, czyli jedynka). Pojechalismy moze 30 minut gdy znow na droge wyskoczyl zawodnik ze 'stop'-em. Na szczescie postoj byl krotki i udalo nam sie dojechac do latarni 15 minut przed zamknienciem muzeum. Sama latarnia jest polozona o mile od parkingu, wiec w te 15 minut musielismy jeszcze dojsc do tego zabytku. Latarnia Point Cabrillo jest jedyna latarnia, jaka my wiedzielismy, ktora miala orginalna soczewke nadal dzialajaca. W czasie jazdy przez gory i zwiedzania nie czulismy glodu, ale po zwiedzeniu drugiej latarni poczulismy dziwna pustke w zoladkach. Postanowilismy ja zaspokoic pizza na ktora przyszlo czekac druga wiecznosc (a przynajmiej tak sie wydawalo). Nasyceni padlismy w pierwszym napotkanym hotelu i mimo wczesnej pory wpis sie nie udal. 

p.s. Zdjecia bede po powrocie skoro Kasia zapomniala naladowac baterje w aparatcie, a Wojtka zdjec nie mozna otwozyc na Kasi laptopie. Zdjecia dolozymy po powrocie.

Kasia i Wojtek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz