sobota, 18 sierpnia 2012

Dom slodki dom

Wstalismy bladym switem, czyli o 8 rano, i po szybkim sniadanku pojechalismy zobaczyc ostania latarnie. Piedras Blancas jest polozona na koncu polwyspu i jest jak to tutejsi nazywaja, 'headless' - czyli bez glowy, poniewaz glowna soczewka zostala zdjeta z gory i jest zapalana czasem (wieczorem) w miescie obok. Wycieczka do latarni i po terenie trwala 2 godziny chociaz nie wydala sie byc taka dluga. Pan ktory nas oprowadzal przyjemnie opowiadal i powiedzial wiele ciekawych rzeczy o roslinach i zwierzetach wystepujacych w tej okolicy. W rezultatcie nauczylismy sie wiecej o calej posiadlosci niz o samej latarni. Wszystkie czego chcielismy sie dowiedziec o ptakach czy kwiatach dowiedzielismy sie albo od pana albo z informacji wystawionych w budynkach obok latarni. Po zwiedzeniu pojechalismy zpowrotem do Cambri aby zjesc lancz. Znalezlismy fajna francuska knajpke gdzie zjedzlismy pyszne kanapki i wypilismy francuskie cieple napoje. Najedzeni, ruszylismy w dluga podroz do domu. Chociaz dzisiejsza przejazdzka byla krotsza niz poprzedniego dnia, wydalala sie ona dluzsza, pewnie dlatego ze chec bycia w domu wydluza czas. W koncu dotarlismy do domu po tygodniowej podrozy, zadowoleni i wypoczeci.



























Kasia i Wojtek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz