Dzien zaczal sie znow wczesnie rano. Juz od 8
przebijalismy sie przed mgle zeby dojechac do Big Sur na czas i zmiescic sie w
pierwszej czterdziestce - dzis wyjatkowo stawilo sie tylko 10 osob. Wjechalismy
na teren i podjechalismy na parking ale nadal widzielismy tylko mgle. Ubralismy
sie bardzo cieplo i ruszilismy za przewodnikiem pod gore. Latarnia Big Sur
miescie na ponad 100 metrowej wysokosci skale, choc sama latarnia jest umieszczona
na wysokosci 80 metrow – aby byc ponizej warstwy chmur ktore sa czeste w tym
rejonie. Zwiedzielismy prawie wszystkie budynki i dowiedzielismy sie wielu
ciekawych rzeczy – miedzy innymi to ze byly zbiornik z woda miesci obecnie
nadajniki sieci komorkowej AT&T, oraz ze prowadzono tam normalne
gospodastwo. Jedynym kuriozum byly kury trzymane na smyczy. Zgadnijcie
dlaczego! Po tak udanym zwiedzaniu pomknelismy do kolejnej latarni – Point Pinos.
Ta latarnia jest polozona w srodku pola golfowego i jest otoczona Golymi
Babami. To byla Kasi ulubiona latarnia do tej pory. Pobudzeni kawa i wczesna
pora, postanowilismy podejsc do jeszcze dwoch latarni, polozonych blisko
planowego noclegu – Santa Cruz i Santa Cruz Breakwater. W tej samej okolicy
wstapilismy rowniez do kosciola na wieczorna msze.
| Gole Baby |
Kasia i Wojtek
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz