piątek, 28 lutego 2014

Rude kółka

Na zewnątrz jestem czystym spokojem. Nie ruszają mnie emocjonalne problemy pani na poczcie, nie stresuje mnie idiotoodporna część mojej pracy, luźno podchodzę do tego, że deweloper zapomniał zmienić typ wieczystego użytkowania gruntu z przemysłowego na mieszkalny i będzie mnie to kosztowało zamiast trzystu złotych dwa tysiące. Jestem uporządkowana i poukładana. Jeżdżę samochodem po mieście głównymi ulicami i mówię tak-tak, nie-nie. W środku natomiast zamiast jestem jednym, wielkim zbiorem rudych kółek ;)
Zamiast pleców szafy będzie więc tapeta. W rude, poplątane, wesołe kółka ;)




Parkietówka

Jeszcze nie parapetówka. Na razie cieszymy się z parkietu, na parkietówce ;)



niedziela, 9 lutego 2014

Fachury

Wczoraj nareszcie przyjechali panowie z drzwiami. To chyba jest jakaś reguła, że jeśli pracuje trzech to jeden jest rezolutny i robi za trzech, drugi głównie jara szlugi i podaje narzędzia, a trzeci łazi za inwestorem rozciągając zasłonę dymną. Który jest który, da się poznać już po pierwszych trzech zdaniach. Od pierwszego słyszę zwykle: Te listewki mogę przyciąć na 5 albo 10 cm. Jak Pani woli? Drugi najcześciej rzuca wyuczonymi żartami-komunałami typu: Pani kochana, jak się popieści to się wszystko zmieści rech, rech, rech. A trzeci, zwykle najgrubszy i najgłośniej domagający się kawy, ogranicza się do zasłaniania sobą pola widzenia i zapewniania z prędkością karabinu maszynowego: Będzie Pani zadowolona, będzie Pani zadowolona, będzie...
Nie inaczej było i wczoraj. Panowie uwijali się dobre trzy godziny. Efekt? Pięknie dopasowane kolorystycznie drzwi, które wszędzie leżą jak ulał. Wszędzie prócz łazienki. Nad framugą wytropiłam półtora centymetra zostawione specjalnie dla dziko hulającego wiatru. Już czuję ten zimny powiew przy wychodzeniu z wanny. Okazuje się, że Pan mierniczy coś źle zmierzył, skutkiem czego dorobi i zamontuje, już na własny koszt, ćwierćwałek w kolorze framugi. Będzie pięknie i nikt nawet się nie domyśl, że dodatkowe obramowanie to nie wynik mojej estetycznej fantazji ale praktycznej potrzeby. Ups, chyba za dużo czasem piszę;)







piątek, 7 lutego 2014

Niezła faza

Na Tasiemkę przyjechało lustro. Zamglone i zmrożone, ale ogromne i pięknie wykończone. Obramowaniem dla srebrnego prostokąta jest półtoracentymetrowa faza. Nagle okazało się, że moja łazienka ma dwa razy większą powierzchnię;) Na razie nie ma drzwi, więc można się w nim przejrzeć zaraz po przekroczeniu drzwi wejściowych. To lustro jest w pewien sposób magiczne. To nie są drzwi do Narnii. Nie ma za nim żadnej króliczej nory. Nie odbijają się w nim inne światy. Nie faluje również pod wpływem dotyku. To taki trochę niemy obserwator. Mam wrażenie, że pokazuje tylko przez mgnienie oka to, co się dzieje. Nie przechowuje nigdzie informacji, nie przetwarza ich. Można mu w pełni zaufać - zawsze odpowie i to szczerze, nigdy natomiast nie skrytykuje, ani nie wypomni. Już je lubię;) 




czwartek, 6 lutego 2014

Cwaniaczki-robaczki

Zsypało Tasiemkę śniegiem. Zupełnie zamarły na niej prace. Panowie szafkarze okazali się mało rozgarnięci i jeszcze mniej odpowiedzialni. Przez cwaniaczków-robaczków straciłam 1,5 tygodnia. Przegrupowałam zatem siły, otrząsnęłam z czasem opłaconej naiwności i ruszyłam z nowym pomysłem. Wczoraj przyjechał nowy pan szafkarz. Cztery godziny chodził po mnieszkaniu z miarką, drabinką, tajemniczym kątomiarem i odręcznie bazgrolonymi rysunkami. Jeśli istniałyby zeszłe wcielenia, to pan z pewnością niegdyś był internistą. Mam nadzieję, że tym razem wszystko już będzie ok. Nie wiem czy dobrze oceniam ludzi od pierwszego wejrzenia, ale wiem, że jeśli mam a propos kogoś spokój w sercu, to zwykle skutkuje to miłą współpracą. Trzymam się zatem tego i czekam na jutrzejszą końcową wycenę.
Dziś jeszcze czeka mnie oddanie wzorników panom cwaniaczkom-robaczkom. Nie bardzo chciałam być z nimi sama w mieszkaniu. Tata powiedział, że pomoże. Uff, dobrze mieć Tatę-przed-złem-całego-świata-obronię-moją-córę;)