Do końca roku musiałam kupić jak najwięcej materiałów budowlanych. Miałam plan, żeby na wszystko brać faktury i potem skorzystać z możliwości odzyskania części VAT-u. Planowałam zatem z wyprzedzeniem. Biegałam po sklepach, rysowałam na kartkach, dogadywałam się z fachowcami, podpytywałam sprzedawców i gromadziłam na Tasiemce wszelkie dobra. Świstki fakturowe latały mi po całym domu. Przezornie zaczęłam je zatem znosić Mamie do jednej teczki.
Kilka dni temu zaczęłam doczytywać na necie, jak wygląda procedura odzyskiwania VAT-u. Trzeciego dnia skapitulowałam. Mam dwa fakultety, piątkę z mikro i makroekonomii, od wielu lat rozliczam swoje PIT-y, prowadzę książkę przychodów i rozchodów ale ni chu-chu nie potrafię wypełnić prostego wniosku do Urzędu Skarbowego. Nie rozumiem zastosowanego algorytmu, nie mogę pobrać załączników, nie wiem do kiedy powinnam to cholerstwo złożyć i czego mogę oczekiwać. Nie potrafię rozliczyć się z moim własnym państwem. Jestem zaszczuta procentami i kwantyfikatorami, milionami obostrzeń i odwołań do wcześniejszych wersji. Odpuściłam wnikanie w ten biurokratyczny bełkot, kiedy w poniedziałek rano zorientowałam się, że sny układają mi się w wielką planszę z napisem: V A T.
Poszłam po rozum do głowy, wyguglałam: pani-Danusia-rozliczę-Ci-Vat-tanio. Ze spuszczonymi oczami pokornie przesłałam kopie wszystkich faktur, zrobiłam odpisy aktów notarialnych i protokołów zdawczo-odbiorczych. Pod osłoną nocy, przed północą tego samego dnia spotkałyśmy się pod jej blokiem. Konfidencjonalnym szeptem główna księgowa wszechświata, dzierżąca w tym momencie klucze do spokoju mojego sumienia, przez pół godziny tłumaczyła mi co, gdzie i kiedy powinnam złożyć. Operacja zakończyła się przekazaniem małej, białej koperty. Specjalistyczne sprawy trzeba zostawiać specjalistom.
Dziś zawiozłam ryzę papierów do Urzędu. Czekam już tylko na wezwanie do tego przybytku rozkoszy. Normalnie wyzywam was ondulowane panie-Kasie-teraz-mam-przerwę-na-kawę. Zawezwijcie mnie przed swój trybunał. Z wysokości swoich chudych szyj obwiązanych nieśmiertelnymi stułami-apaszkami każcie mi się spowiadać z niecnego grzechu zakupu klejów i glazur. Normalnie, poszczuję Was moją panią Danusią!




