środa, 29 stycznia 2014

Bałwanek

Warszawie zimno, że myśli zamarzają w pół zdania. Nie lubię tego straszliwie. Męczę się potem z takimi protezami decyzji, niedomyśleniami wspomnień i półfinkami planów. Zamiast wyskoczyć na miasto w zwiewnej kiecuszce, spędzam pół godziny na ubieraniu koronek pod spód, rajtek na wierzch i portek na sam wierzch. Plączą mi się te wszystkie podkoszulki, koszulki i nakoszulki. A każda ma troczki, guziczki, albo chociaż suwaczek. Bolerka, półsweterki i grube wełniane swetrzyska robią ze mnie bałwana. Szyja mi więźnie w szalach, a w uszy uwiera opaska pod czapką. No i jeszcze te wszystkie mazidła! Krem nawilżający na dzień dobry, potem glicerynowy tuż przed wyjściem i jeszcze pomadka i coś na oko. Olaboga, jak dla mnie może być już lato ;) 

Deszcz brokatu

Wczoraj chyba nareszcie chyba udało mi się ustabilizować sytuację zawodową. Przynajmniej na jakiś czas. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki otworzyły się nowe możliwości. Już czuję nadchodzące zmiany. Skończę mieszkanie i ruszę ze szkoleniami, wrócę do siłowni i angielskiego. Może nareszcie znajdę czas na jakiś spacer czy łyżwy.
Dziś rano zorientowałam się, że codziennie za moim oknem rozgrywa się taniec śnieżynek. Jak to możliwe, że nigdy nie widziałam tego wirującego deszczu brokatu ;) Zaczynam oddychać;)

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Wysoki standart

Dałam firmom meblarskim tygodniowy limit. Nie byłabym sobą, gdybym nie zrobiła małego podsumowania. Najszybciej odpisują małe firmy, te wręcz dzwonią, aby dopytać o szczegóły, zaprosić do siebie, pokazać swoje dzieła. Najpóźniej odpisują duże, reklamujące się firmy, które nie trudzą się z czytaniem maili, nie odpowiadają na pytania i jedyne co w ich mailach jest uporządkowane to firmowa stopka. Co do cen, to większość firm oscyluje wokół podobnej kwoty. Odchylenia od średniej są jednak znaczące - głównie w górę. Najbardziej chyba jednak zaskoczyło mnie, że różnica między najtańszą a najdroższą ofertą jest więcej niż 100%. Dziś panowie przyszli zmierzyć wszystkie wnęki i ściany, żeby móc ostatecznie wycenić robotę i ruszyć z budową mebli. Jeszcze tylko miesiąc i będę mogła zacząć układać w szafach majtasy ;)

czwartek, 23 stycznia 2014

Meblomania

Powoli kończę prace brudne i zaczynam wypełnianie mieszkania sprzętami. Pora na szafki. Mam do umeblowania kuchnię, przedpokój i łazienkę. Wczoraj pierwszy raz wpadłam w histerię.
Wszyscy mi radzą i wszyscy mi radzą dobrze. Tak z miłością i z najlepszego swojego doświadczenia. Dziewczyny tłumaczą, że szafek i blatów nigdy za wiele. Chłopcy wykazują dobitnie, że przy takiej ilości mebli i tak nie dam rady sięgnąć do najwyższych. Młodziaki, z zacięciem designerskim, patrzą na symetrię zabudowy i użyte kolory. Wieloletnie panie domu przypominają, że po kilku miesiącach i tak już nie będę na to zwracała uwagi i ważne będą tylko względy praktyczne. Słucham wszystkich i widzę, jak w ich spojrzeniu na szafki odbija się ich spojrzenie na świat. Nie mam jednak czasu na rozkminianie, bo muszę w końcu sama coś wybrać.
Pomyślałam, że warto wysłać specyfikację do wielu firm. Zaprosić kilka do współpracy i w końcu wybrać jedną. Usiadłam zatem do mierzenia i rysowania. W żaden sposób nie chciały mi się zgodzić liczby, w żaden sposób nie potrafiłam ustalić, jak mają się poszczególne meble otwierać, na jakiej wisieć wysokości. W końcu się rozpłakałam, powiedziałam rodzicom, że tak będzie, jak narysowałam i koniec i kropka i najwyżej będzie źle. Temat zamknięty.
Wiecie, jakie to uczucie przez kilka dni myśleć tylko o jednej rzeczy? Miałam wrażenie, że kanty szafek wystają mi spod czupryny, niedomknięte drzwiczki kłapią koło piątej klepki, a ledowe światełka świecą spod skóry palców. Już wiem, jak to jest być jednym, wielkim magazynem szafek. Dość! Zostało tylko dopisać specyfikację. Tylko jak to sprawnie napisać, skoro każdy element to niekończące się tunele wyborów. Wykończenie szafek może być w drewnie, paździerzu, mdf-ie i innych cudach. Każdy z tych materiałów może być w bejcy, lakierze, folii i innych cudach. Każdy z typów materiałów może być w błysku, macie, półmacie i nieskończonej wielości kolorowych cudów. A to dopiero wykończenie. Zostają okucia, typy prowadnic szuflad, uchwyty, nóżki, cokoliki, domykacze... aaa?!@&€ Ludzie, ludzie, cuda w tej budzie!!!
Niech mi ktoś powie, że nasi rodzice mieli gorzej. Że stali godzinami w kolejkach za JAKĄKOLWIEK glazurą, po JAKĄKOLWIEK szafkę, do JAKIEGOKOLWIEK dywanu. Klęska urodzaju nie bez powodu też jest klęską. Królestwo za pomoc w wybraniu CZEGOKOLWIEK. 
Tutaj popłakanie się też nic nie dało. Gorzej. Sprawy nie rozwiązała nawet tabliczka czekolady. Z nadzieją spojrzałam na browar, ale cholera wracałam samochodem. Coś narysowałam, coś wybrałam, coś do 37 firm wysłałam. I... chyba to nie było najgorsze, bo firmy, miast spodziewanego wyśmiania moich super inżynierskich rysunków, zaczęły odpisywać ;)






sobota, 18 stycznia 2014

Ludzie Tasiemki

Połamało mnie, jak zwykle. Chyba zacznę, prowadzić dokładne statystyki, żeby z większą precyzją móc prognozować czas wykluczenia z rzeczywistości. Tydzień w gorsecie. Jeszcze chwila i zacznę w nim zmieniać kolorowe wstążki, żeby pasowały do odcienia bluzki. Nie o tym jednak. Od miesiąca umawiałam się ze znajomymi na wspólne malowanie Tasiemki. Idealnie wpasowałam się z moim połamaniem w malunkowy weekend. Próbowałam zatem odwoływać szerokim pędzlem zakrojone plany, ale usłyszałam tylko: "Dobra Aga, dajesz klucze."
I powiedzcie mi, jak tu ich nie kochać?! 
W piątek zatem posprzątaliśmy wszystkie graty, porozkładaliśmy folie, pozabezpieczaliśmy kontakty, okna, parapety i grzejniki. Maciek rozrobił gips, wyglansował szpachelki i zaczął wypełniać dziurki w ścianach. Gośka uzbroiła się w żółtą taśmę i rach-ciach-ciach pozaklejała miejsca nie do malowania, żeby z wprawą zadziwiającą panów Mietków zagipsować fronty glazury w kuchni. Aga wpadła jak szalona w wir gruntowania, klęła przy tym jak szewc, ale tylko jak Radziu nie słyszał, potem już wcale ale to wcale;) O 23 wpadł Radek zgarnąć Agę. Popatrzył na nas takich zmęczonych i umorusanych, bez słowa narysował nam na Tasiemkowej szafce Mikołaja i chwycił za wałek. Skończyliśmy o w pół do pierwszej w nocy.
Sobota była łatwiejsza. Ja z Łukaszem w tandemie sprawdzaliśmy z halogenami dziurki w ścianach i szuraliśmy wczorajsze zaprawki a Gośka-Mistrzyni-Gipsu je łatała. Zuza dostała maleńki pędzelek i super odpowiedzialną robotę - zabezpieczanie fug w łazience i kuchni. Nawet Tata wpadł zobaczyć jak nam idzie. Przymocował kibelek i zlew i nawet od drożdżówek z riebiatą się nie wykręcał. O 16 była pizza. Skończyliśmy pierwsze malowanie Tasiemki o w pół do jedenastej.
Na niedzielę zostało nam z Zuzą drugie, halogenowe sprawdzenie ścian i pomalowanie przedpokoju. Niby praca lekka, ale cieszę się, że na co dzień pracuję przy komputerze. Niedziela dzień pański, więc już o w pół do siódmej jadłyśmy meksykańskie ostrości.
I tak sobie myślę, że są ludzie bogaci w kasę, ja jestem bogata w ludzi ;) Kochani, nie istnieję bez Was ;) 



























czwartek, 16 stycznia 2014

Potrójna jodełka

Ciocia, mówisz i masz - parkiet ułożony w potrójną jodełkę;) Parkieciarze wyszli z Tasiemki zostawiając oba pokoje ślicznie wyłożone drewnianą mozaiką. Nie mam pojęcia, jak udało im się wykonać tę robotę tak dokładnie i w tak krótkim czasie. Grunt, że jestem absolutnie i całkowicie zadowolona. Do wymiany jest jedynie stopień prowadzący na balkon. Że są szparki to jeszcze bym przeżyła, trudno, nie zawsze się wszystko udaje, ale to, że mnie ktoś okłamuje jest już dla mnie nie do przejścia. Takie urządzanie to niezła lekcja pokory. Coś czuję, że już za chwilę będę tańczyła na tym parkiecie :)








niedziela, 12 stycznia 2014

Pytanie do publiczności

Tak bardzo chciałabym, żeby był bezszparkowy przez jak najdłuższy czas. Wybrałam dla niego najlepszego parkieciarza jakiego znam. Już jutro ruszamy. Tylko... jak go ułożyć?











Parkiet

Jest piękny;) Pachnie świeżo rżniętymi dębowymi deskami, jest ładnie  obrobiony, ma gładkie krawędzie. Stoi spokojnie. Wcale nie jest pochopny, wzdycha tylko cichutko na te moje zachwyty. Ma już wiele lat, wiele lat jeszcze przed nim. Gdzieś tam przeczuwa, że za chwilkę poczuje na sobie gołe stopy o poranku i miękkie skarpety po południu. Z pewną rezerwą odnosi się do pomysłu zwierząt w domu, ze zrozumieniem podchodzi do możliwości poprawiania mu sęków kredkami. Już dziś wiem, że nie lubi kobiecych szpilek i szurania meblami. Mam dla niego respekt, słucham go, kiedy nikt nie patrzy. Uczę się jego ciszy i spokoju. Już chciałabym go zobaczyć w pełnej krasie ;)










piątek, 10 stycznia 2014

Pierwszy etap zamknięty

Udało się - glazury przyklejone ;) Pożegnałam się dziś z panami, ostatni raz podaliśmy sobie ręce i umówiliśmy na małe docinanie cokolików. Wyszło ekstra. Już tak strasznie chciałabym umyć podłogę. Zobaczyłabym, jak pięknie błyszczy w słońcu. Nie mogę jednak zmienić wilgotności powietrza, muszę je wręcz osuszać tyle, ile się tylko da - w dużym pokoju stoją już w słupkach wąskie deszczułki parkietu.
















czwartek, 9 stycznia 2014

REwizja

Jeśli ktokolwiek powiedziałby mi, że odbudowywanie wanny może wymagać tak wielu uzgodnień, to nie uwierzyłabym mu nic a nic. Pięć telefonów, dwie karteczki, spędzenie kilkunastu minut w pozycji półzgiętej i komisyjne lanie wody do wanny potrzebne było by móc kąpać bezpiecznie chałkę. Zaczynam rozglądać się po moim mieszkaniu, ile tu jeszcze będzie takich "drobiazgów".











Fachowy język

Z panami-fachowcami najtrudniejsza jest rozmowa. Po pierwszych zakłopotaniach i trudnościach w dopasowaniu języka teraz jest już lepiej. Żeby z kimś się dogadać trzeba rozmawiać jego językiem. Rozumieć, co dla niego znaczą poszczególne słowa; jakie emocje i fakty ma zakonotowane pod danymi pojęciami. Nie było sensu odwoływać się do spostrzeżeń z natury, tłumaczyć sposobu ułożenia podłogi na wzór "tego z domu, z tej zabawnej komedii z Meryl Streep". Do fachowców-glazurników najlepiej przemawiały liczby, kąty i rysunki. Nauczyłam się zatem męskiego uścisku dłoni, nierozstawania się z owalnym ołówkiem i kalkulatorem.
Codziennie wieczorem wpadałam na Tasiemkę by sprawdzić urobek, skorygować bieg prac i zostawić liścik. Mama się ze mnie śmiała, że nawet do glazurników piszę, ale łatwiej mi było w ten sposób dookreślić, gdzie ma stanąć rewizja pod wanną, jak mają być ułożone dekory i czemu toaleta ma stanąć niesymetryczne wobec ściany. Ot każdy ma swoje umiejętności;)