Połamało mnie, jak zwykle. Chyba zacznę, prowadzić dokładne statystyki, żeby z większą precyzją móc prognozować czas wykluczenia z rzeczywistości. Tydzień w gorsecie. Jeszcze chwila i zacznę w nim zmieniać kolorowe wstążki, żeby pasowały do odcienia bluzki. Nie o tym jednak. Od miesiąca umawiałam się ze znajomymi na wspólne malowanie Tasiemki. Idealnie wpasowałam się z moim połamaniem w malunkowy weekend. Próbowałam zatem odwoływać szerokim pędzlem zakrojone plany, ale usłyszałam tylko: "Dobra Aga, dajesz klucze."
I powiedzcie mi, jak tu ich nie kochać?!
W piątek zatem posprzątaliśmy wszystkie graty, porozkładaliśmy folie, pozabezpieczaliśmy kontakty, okna, parapety i grzejniki. Maciek rozrobił gips, wyglansował szpachelki i zaczął wypełniać dziurki w ścianach. Gośka uzbroiła się w żółtą taśmę i rach-ciach-ciach pozaklejała miejsca nie do malowania, żeby z wprawą zadziwiającą panów Mietków zagipsować fronty glazury w kuchni. Aga wpadła jak szalona w wir gruntowania, klęła przy tym jak szewc, ale tylko jak Radziu nie słyszał, potem już wcale ale to wcale;) O 23 wpadł Radek zgarnąć Agę. Popatrzył na nas takich zmęczonych i umorusanych, bez słowa narysował nam na Tasiemkowej szafce Mikołaja i chwycił za wałek. Skończyliśmy o w pół do pierwszej w nocy.
Sobota była łatwiejsza. Ja z Łukaszem w tandemie sprawdzaliśmy z halogenami dziurki w ścianach i szuraliśmy wczorajsze zaprawki a Gośka-Mistrzyni-Gipsu je łatała. Zuza dostała maleńki pędzelek i super odpowiedzialną robotę - zabezpieczanie fug w łazience i kuchni. Nawet Tata wpadł zobaczyć jak nam idzie. Przymocował kibelek i zlew i nawet od drożdżówek z riebiatą się nie wykręcał. O 16 była pizza. Skończyliśmy pierwsze malowanie Tasiemki o w pół do jedenastej.
Na niedzielę zostało nam z Zuzą drugie, halogenowe sprawdzenie ścian i pomalowanie przedpokoju. Niby praca lekka, ale cieszę się, że na co dzień pracuję przy komputerze. Niedziela dzień pański, więc już o w pół do siódmej jadłyśmy meksykańskie ostrości.
I tak sobie myślę, że są ludzie bogaci w kasę, ja jestem bogata w ludzi ;) Kochani, nie istnieję bez Was ;)




















Aga - idziesz jak burza z tym mieszkankiem. Gratuluje takich wspanialych ludzi wokol Ciebie! Choc czasami piszesz cos jezykiem dla mnie niezrozumialym, ale to pewnie wynik obcowania z fachowcami od tych wszystkich plytek, klepek, wanien i innych niezbednikow mieszkaniowych.
OdpowiedzUsuńWidze czesto Szanownego Konsultanta Michala w Twoim mieszkaniu - ale nie wydaje Ci sie ze zaplata drozdzowkami za eksperta tej klasy to troche za malo.......? Sciskam lekko gorset.