czwartek, 23 stycznia 2014

Meblomania

Powoli kończę prace brudne i zaczynam wypełnianie mieszkania sprzętami. Pora na szafki. Mam do umeblowania kuchnię, przedpokój i łazienkę. Wczoraj pierwszy raz wpadłam w histerię.
Wszyscy mi radzą i wszyscy mi radzą dobrze. Tak z miłością i z najlepszego swojego doświadczenia. Dziewczyny tłumaczą, że szafek i blatów nigdy za wiele. Chłopcy wykazują dobitnie, że przy takiej ilości mebli i tak nie dam rady sięgnąć do najwyższych. Młodziaki, z zacięciem designerskim, patrzą na symetrię zabudowy i użyte kolory. Wieloletnie panie domu przypominają, że po kilku miesiącach i tak już nie będę na to zwracała uwagi i ważne będą tylko względy praktyczne. Słucham wszystkich i widzę, jak w ich spojrzeniu na szafki odbija się ich spojrzenie na świat. Nie mam jednak czasu na rozkminianie, bo muszę w końcu sama coś wybrać.
Pomyślałam, że warto wysłać specyfikację do wielu firm. Zaprosić kilka do współpracy i w końcu wybrać jedną. Usiadłam zatem do mierzenia i rysowania. W żaden sposób nie chciały mi się zgodzić liczby, w żaden sposób nie potrafiłam ustalić, jak mają się poszczególne meble otwierać, na jakiej wisieć wysokości. W końcu się rozpłakałam, powiedziałam rodzicom, że tak będzie, jak narysowałam i koniec i kropka i najwyżej będzie źle. Temat zamknięty.
Wiecie, jakie to uczucie przez kilka dni myśleć tylko o jednej rzeczy? Miałam wrażenie, że kanty szafek wystają mi spod czupryny, niedomknięte drzwiczki kłapią koło piątej klepki, a ledowe światełka świecą spod skóry palców. Już wiem, jak to jest być jednym, wielkim magazynem szafek. Dość! Zostało tylko dopisać specyfikację. Tylko jak to sprawnie napisać, skoro każdy element to niekończące się tunele wyborów. Wykończenie szafek może być w drewnie, paździerzu, mdf-ie i innych cudach. Każdy z tych materiałów może być w bejcy, lakierze, folii i innych cudach. Każdy z typów materiałów może być w błysku, macie, półmacie i nieskończonej wielości kolorowych cudów. A to dopiero wykończenie. Zostają okucia, typy prowadnic szuflad, uchwyty, nóżki, cokoliki, domykacze... aaa?!@&€ Ludzie, ludzie, cuda w tej budzie!!!
Niech mi ktoś powie, że nasi rodzice mieli gorzej. Że stali godzinami w kolejkach za JAKĄKOLWIEK glazurą, po JAKĄKOLWIEK szafkę, do JAKIEGOKOLWIEK dywanu. Klęska urodzaju nie bez powodu też jest klęską. Królestwo za pomoc w wybraniu CZEGOKOLWIEK. 
Tutaj popłakanie się też nic nie dało. Gorzej. Sprawy nie rozwiązała nawet tabliczka czekolady. Z nadzieją spojrzałam na browar, ale cholera wracałam samochodem. Coś narysowałam, coś wybrałam, coś do 37 firm wysłałam. I... chyba to nie było najgorsze, bo firmy, miast spodziewanego wyśmiania moich super inżynierskich rysunków, zaczęły odpisywać ;)






1 komentarz:

  1. Aga - jak Ty to wszystko wspaniale opisujesz!!! Te wszystkie rady i porady.....i kazdy przeciez chce dla Ciebie dobrze.
    Mialam tez juz nieraz takie chwile, kiedy bogactwo wyborow mnie przerazalo.
    Na pocieszenie, ze nie jestes sama (o czym wiesz, ale moze jednak zechcesz posluchac) polecam wyklad z TED.com:
    http://www.ted.com/talks/barry_schwartz_on_the_paradox_of_choice.html
    Napisz czy podeslac jakies proszki na bol glowy...............

    OdpowiedzUsuń