sobota, 21 grudnia 2013

Rozmyślania z cichości kobiecego serca

Mogliśmy skorzystać z dużego samochodu. Dla mnie i Taty gratka nie lada. Tatko pierwsze o czym pomyślał, to o uzupełnieniu zapasów drewna kominkowego, ja o przywiezieniu roboczych szafek na Tasiemkę. Rano zatem szybki bazar - w końcu trzeba coś jeść przez resztę tygodnia. Potem Bartycka - w końcu muszę położyć jakieś płytki na te ściany. Obiad już z Tatą, który od świtu ładował drewno na działce kolegi i śmigamy wyładowywać, załadowywać, odkręcać, nosić i pakować. No więc pomykam z tą taczką w prawo, w lewo. Już nawet nie mówię, że jak ze świecą dymną. Polana grube - wyrabia mi się zauważalnie ścisk w dłoni, ciężkie jak przepisowa wierzba - pakują mi się pakery, taczka ładowania z kopką - cisnę niemiłosiernie motyle... Tata odkręca kran w łazience, a ja w prawo, w lewo... I tak sobie myślę: że cholera jasna, ja miałam dzieci wozić a nie jakieś szczapy! A nie mówiłam, że tą emancypacją kobiety zrobiły sobie więcej złego niż dobrego?! Weźcie sobie to prawo głosu. Weźcie razem z noszeniem ciężkich szczap, otwieraniem hartowanych drzwi o źle wyregulowanych siłownikach, wciąganiem pełnego zakupów wózka na trzecie piętro i kręceniem kierownicą w samochodzie bez wspomagania. Oddaję to wszystko bez żalu za prawo głosu na patałachów przy korycie. Z dobroci serca dorzucę coś nawet ekstra - niech będzie, że i rosół ugotuję. ;) ;) ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz