Zsypało Tasiemkę śniegiem. Zupełnie zamarły na niej prace. Panowie szafkarze okazali się mało rozgarnięci i jeszcze mniej odpowiedzialni. Przez cwaniaczków-robaczków straciłam 1,5 tygodnia. Przegrupowałam zatem siły, otrząsnęłam z czasem opłaconej naiwności i ruszyłam z nowym pomysłem. Wczoraj przyjechał nowy pan szafkarz. Cztery godziny chodził po mnieszkaniu z miarką, drabinką, tajemniczym kątomiarem i odręcznie bazgrolonymi rysunkami. Jeśli istniałyby zeszłe wcielenia, to pan z pewnością niegdyś był internistą. Mam nadzieję, że tym razem wszystko już będzie ok. Nie wiem czy dobrze oceniam ludzi od pierwszego wejrzenia, ale wiem, że jeśli mam a propos kogoś spokój w sercu, to zwykle skutkuje to miłą współpracą. Trzymam się zatem tego i czekam na jutrzejszą końcową wycenę.
Dziś jeszcze czeka mnie oddanie wzorników panom cwaniaczkom-robaczkom. Nie bardzo chciałam być z nimi sama w mieszkaniu. Tata powiedział, że pomoże. Uff, dobrze mieć Tatę-przed-złem-całego-świata-obronię-moją-córę;)
O rety! Jak raz jeszcze gdzies tam sie pojawia w poblizu takie cwaniaczki-robaczki to zaraz daj nam szybko znac - zaraz Fedexem podeslemy jakis skuteczny pylek, zeby ich doszczetnie zniszczyc.............Sciskamy zza oceanu!
OdpowiedzUsuń