Ta notka chodziła za mną już od
dłuższego czasu, a że ostatnio o tym rozmawiałam, to i pretekst mam do zajęcia
się sprawą. Jest taki moment na wakacjach, kiedy przestajesz już przefinkowywać
rzeczy, które zajmują Cię na co dzień. Sprawy związane z pracą, rodziną i
znajomymi powoli odpływają w niebyt, a że przyroda nie znosi próżni to zaczynają
przychodzić Ci do głowy tematy, którymi nigdy nie miałeś czasu się zająć, które
spychałeś na samo dno świadomości, którym nie pozwalałeś wychylić nosa z podświadomości.
Przyszedł i dla nas taki czas. Pamiętam, że jak zwykle gdzieś jechaliśmy. Jak
zwykle się śmialiśmy. Jak zwykle gadaliśmy o wszystkim i o niczym. A jednak zrobiło
się jakby ciszej. Mała przestrzeń vana wypełniła się naszymi byłymi, obecnymi i
przyszłymi; dołączyli rodzice i nasze problemy z nimi oraz ich problemy, które
nikt nie wie dlaczego promieniują i na nas; przypłynęły nadzieje i lęki
związane z pracami i szkołami; odezwały się nierozwiązane konflikty emocjonalne
z przeszłości; wypłynęły zarówno wstydliwe niedomagania
i kompleksy ale i głęboko ukrywane pragnienia i radości. Cała gama myśli i uczuć
przetoczyła nam się przez głowy i serca. Obserwowałam się z ciekawością
badacza. Jakiś rok temu wysiadłabym z samochodu i rozwinęła trzecią prędkość
kosmiczną. Teraz miałam poczucie, że na dłoni siadają mi kolorowe ważki. Patrzyłam
na nie z ciekawością, porządkowałam rozmiarem, kolorem... a potem, potem Maki włączył klimę i frrr ;)
Czy mowilam Ci kiedys Chalabalo, ze ladnie piszesz?
OdpowiedzUsuńMoglabym tak czytac, i czytac, i czytac.....