poniedziałek, 15 września 2014

Beskid Mały

Udało mi się wyskoczyć na tydzień w góry;) Odnajduję stracony czas. Nigdzie nie muszę się spieszyć. Przestaję robić trzy rzeczy na raz i zaczynam zwracać uwagę na to, jak wykonuję czynności, jak rozmawiam z ludźmi, jak wiele spraw biegnie swoim, równoległym do mojego torem.

W sobotę Małgosia i Łukasz powiedzieli sobie TAK. Tańczyliśmy, śpiewaliśmy i piliśmy do późna w nocy. W niedzielę o 14 zwlekłam się z łóżka, by już o 15 jechać z blablacarowcem na południe. Jechał do Porąbki w Beskidzie Małym. A niech będzie i Porąbka. Czas zaplanowanych, zapiętych na ostatni guzik podróży mam już za sobą. Dziś wystarczy mi dobrze spakowany plecak, portfel i rozchodzone buty. Od noclegu do wejścia na szlak miałam 10 min. Potem już tylko pod górkę. Przydały sie kijki i wałówka od Marka. Około południa po porannych mgłach zostało już tylko wspomnienie. Nastało piękne, dodające rumieńców wrześniowe słońce. Na trasie spotkałam dwie smutne dziewice z pucołowatym maruderem i kilka ptaków. Czarnogłówkie muchołówki zlatywały mi pod nogi, białoogoniaste pliszki uciekały przed kijkami, a maleńkie rude zniczyki chowały się w gęstwinie jeżyn. Saren, jeleni i misiów na razie jak na lekarstwo. Za to myśli zatrzęsienie.

Wyjechałam sama. Specjalnie nie namawiałam i nie przekonywałam nikogo. Nie chciało mi się wysłuchiwać, że brak urlopu, pieniędzy i kondycji, za to w nadmiarze obowiązków, dzieci i na głowie. Dość. Puściłam wici, gdzie trzeba, odzewu nie było więc wyskoczyłam sama. Chyba nawet ucieszyłam się w głębi duszy, że będę miała pół chwilki w ciszy. Tak, ciszy... Huczy mi w głowie jak w ulu. Powoli zaczynam porządkować ten galimatias. Na razie przypisuję elementy do płaszczyzn.
Kolejny pomysł na biznes - płaszczyzna praca,
Moje kontakty z koleżankami - płaszczyzna znajomi,
Zmiany w kontaktach z rodzeństwem - płaszczyzna rodzina,
Potrzeba punktu zwrotnego w karierze zawodowej - płaszczyzna praca,
Oczekiwania wobec nowo podjętych studiów - rozwój osobisty,
Znów nie usiadłam do KKK - płaszczyzna sakrum,
Chłopak - poplątanie płaszczyzn

Och i znów wszystko od nowa:) Cały Boży dzień idę i pozwalam przepływać myślom przez głowę. Nauczyłam się nie wypierać, nie ograniczać. Wolę kołowrót myśli niż bezkres pustki w głowie. Radzę już sobie myślami. Nawet te trudne są wartościowe. Uczą, popychają do przodu.
Dziś tylko przyporządkowywanie do płaszczyzn, jutro sprzątanie poszczególnych z nich.
Kolejny raz sprawdza mi się przeświadczenie, że nie sylwester jest dla mnie cezurą. Może to przyzwyczajenie ze szkoły, a może wpisanie w cykliczność natury - rok dla mnie kończy się i zaczyna na jesieni. Spoglądam wstecz na to, co udało mi się zdziałać, spoglądam w przód na te mniej i bardziej ambitne plany. Idę i porządkuję.
A potem jest już wieczór. Na dworze robi się zimno i chmurno. Chowam się do schroniska i proszę o schabowego. Kąpię się, piorę, planuję jutrzejszą wędrówkę. Odbieram telefony od pięciu osób. Martwią się, upewniają, trzymają kciuki, zazdroszczą, nie zawsze dowierzają. Niezauważalnie zapada zmrok, a mi kleją się oczy. Przecież to już 20! Ciekawe czy wypada już przytulić głowę do poduszki?;)














Dodaj napis



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz