Dla porządku wrzucam trasy
1 dzień: Porąbka-Gaiki-Przełęcz Przegibek-Schronisko na Magurce
2 dzień: Magurka-Wilkowice-Bystra-Magura-Klimczok
Rano piękne słońce. Śniadanie przed schroniskiem: kanapki ze swojską kiełbasą i herbata wiśniowa z widokiem na Skrzyczne. Ostre zejście zielonym do Wilkowic, potem trudne przejście przez rozkopane miasto. Drugie śniadanie i podglądanie robotników przy pracy. Ja na nich, oni na mnie. Zero gwizdów, dogadywanek, zawstydzaczy. Nie chciało mi się. Ząb już mnie mocno ćmił. Ani zlokalizować który, ani nagryźć, ani zimnego, ani gorącego. Po drodze lecznica. Zajdę, co mi szkodzi.
Dentystka przyjmowała od 12. Była akurat 12:01 ;) Zapachniało NFZ-em. Zaszumiały metalowe zagryzaki do protez - chyba jeszcze czekały na umycie. Zapiszczało wypuszczane powietrze przy obniżaniu fotela - żywcem wyjętego z PRL-u. Zastanawiałam się, ilu pacjentów przede mną widziały te rękawiczki.
- Poproszę kartę.
- Nie mam karty, ale mogę mieć dowód.
- Ale jak to nie ma karty?
- No nie mam. Ja jestem z mazowieckiego, z Warszawy. Kiedyś takich używaliśmy, ale teraz już je wycofano.
- Ale w domu Pani ma kartę?
- Nie mam, mam za to dowód. Może Pani sprawdzić moje ubezpieczenie przez PESEL, NIP, REGON... Nie ma już rejonizacji. Może mnie Pani przyjąć na NFZ.
Buruburu, mogłabym przysiąc, że słyszę, jak kobiecinie poruszają się w głowie trybiki.
- Ale kiedyś miała Pani kartę?
- Tak, miałam.
- No;) To da Pani dowód.
- To co Pani jest?
- Kanałowe miałam dwa miesiące temu i chyba coś się nie do końca udało. Możemy zrobić rentgen?
- Nie mamy rentgena. Najbliższy w Bielsku-białej. Mogę Pani rozwiercić.
- I?
- Zobaczymy co tam się stało i tak zostawimy. Pani lekarz powinien się tym zająć.
- Ale ja tu w górach jestem. To tak słabo z rozwierconym zębem przez tydzień.
- No to jeszcze możemy wyrwać.
- o_0
- No co Pani takie oczy robi. Tego się nie leczy. Tam już pewnie stan zapalny jest. O proszę jak Pani spuchła.
- I co nie ma innego wyjścia? Tylko rozwiercić albo usunąć?
- Antybiotyk mogę jeszcze dać.
- To da Pani;)
Żeby się wyleczyć w ramach polskiej służby zdrowia trzeba mieć naprawdę dużo szczęścia. Po antybiotyku mniej boli, tylko piwka już nie wypiję. Zobaczymy jak będzie. Wyrwać zawsze zdążę.
Podejście pod Klimczok bardzo ciężkie. Zaczynam się zastanawiać nad paradoksem gór. Im wyżej się podchodzi tym jest cieplej. Pod koniec dnia za to plecak znacznie cięższy mimo ze tyle juz zjadłam i wypiłam. A może to tylko kondycja daje o sobie znać? Z Magury piękny widok na Wilkowice, Bystrą i dalej na Rybarzowice, a z drugiej strony na Bielsko. Pod schroniskiem na Klimczoku byłam o 16. Przemyślałam, że padać nie będzie, a 16 to jeszcze za wcześnie na nocleg. Poszłam dalej na Błatnią. Po 20 minutach stałam już jak bidny elf pod bukiem próbując opatulić się przed deszczem. Po kolejnych 20 zawróciłam, a może na Klimczoku też dają dobrze zjeść;)
Zapamiętać: nigdy nie jest za wcześnie, żeby zostać na nocleg.














Brak komentarzy:
Prześlij komentarz