- Dzięki za zaproszenie, ale nie dam rady się z Wami wybrać do teatru w ten weekend - patrzył mi prosto w oczy i zawodził mnie setnie - Jadę na południe Niemiec. Mamy tam takie robocze spotkanie w ramach uczelnianego projektu. Widzisz, przysłali satelitarne fotki, ale takie, że pożal się Boże i muszę pojechać obsztorcować trochę towarzystwo. Wracając przejadę przez Berlin. Zwiedzę, u koleżanki przenocuję - tłumaczył, a mi powoli zaczynała pikać nad głową żaróweczka.
- Weź mnie ze sobą ;)
- Coś Ty?! Dziewuchę, żeby mi głowę zawracała? Marudziła rano i wieczorem, że ją nogi bolą i że głodna i że spać twardo i że daleko do domu i "obiecałeś"... Zapomnij!
- Weź mnie, no weź mnie, no weź ;)
- A bilet potrafisz załatwić? A jedzenie jakieś zorganizujesz? A gadać mi cały czas nie będziesz?
- Weź, weź, weź ;)
- Zastanowię się.
- Bilety kupiłaś? Bo mi tu koleżanka pyta, czy nocleg ma szykować na jedną czy na dwie osoby.
- Hurra! Jeszcze nie kupiłam, ale już się biorę, tylko roboty mam teraz tyle i głowa mnie boli i zmęczona coś jestem i...
- Wiedziałem. Zapomnij!
- Kupiłaś?
- Kupiłam, ale za późno i przepłaciłam cholera jasna, i nie wiem jak wrócimy, i w ogóle to...
- Wiedziałem.
- Co tak u Ciebie cicho? Niepodobne to do Ciebie zupełnie.
- Polatałam nad Świętokrzyskimi.
- Czarownica.
- Dojechałeś?
- No. A Ty wyjechałaś?
- No.
- To do zo.
- Do ;)
Bardzo, bardzo się ucieszyłam, kiedy po 10 godzinach jazdy Polskim busem, zobaczyłam go czekającego na mnie na dworcu w Berlinie. Nawet marudny nie był, tylko mnie szybko ogarnął i zabrał na weekendowe Berlinu zwiedzanie. CDN



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz