środa, 10 października 2012

Sroda - Tuscon Sie Pisze Tucson?


Pierwszy dzien naszej podrozy minal dosc szybko - pomimo troche wolnego startu. No bo rano jeszcze Piotr pojechal z kims sie zpotkac, trzeba bylo skosic trawnik, no i Maki nie mogl sie wystarczajaco szybko spakowac (pomimo tylko posiadania jednej walizki). Ale oficjalnie o 11:25 nad ranem, wyruszylismy z Loma Lindy, po strzeleniu kilku fotek przed wypolerowanej bialej BM'ce.

Podroz zaczela sie dobrze od samego poczatku - po wjechaniu na autostrade spostrzeglismy Ferrari; ziwastun szczescia. Pomimo tego, dopiero po pierwszym zatankowaniu w za Palm Springs znalezlismy po przekroczeniu granicy Arizony stacje bezynowa Shell'a, gdzie napelnilismy bak i zjedlismy kanapeczki, rzotkiewki i garstke winogron. Nie wypatrywalismy wody, ale spostrzeglismy pare trab powietrznych i elektrownie atomowa. Oprocz tego, w ciagu 6-godzinnej podrozy do Tucson towarzyszylo nam tylko slonce i rozgrzana pustynna jezdnia.

Do Tucson zajechalismy "wczesnie" bo okolo 18ej i zaczekinoutowalismy sie w hotelu w ktorym z jakiegos powodu nie ma w pokojach wifi, ale za to podali nam na dziendobry pyszne ciasteczka. Przyjechal Piotra kolega Rajiv, ktory wlasnie w tym miescie jest na stazu z szkoly medycznej i pojechalismy na obiad do "hole-in-the-wall" restauracji Meksykanskiej - tak zeby bylo to jedzenie tradycyjne i "prawdziwe". Lokal Franks and Francisco's nie zawiadl - juz po przyniesieniu czipsow chlopaki zaczeli sie zachwycac tym jakie to dobre jedzenie i dlaczego tak trudno znalezc takie cos w Indianie. Moze w Teksasie bedzie latwiej o pyszne taco i ostra salse?

Po obiedzie wrocilismy do pokoju w hotelu, gdzie do wczesnego wieczora (bo niektorzy jutro pracuja, a niektorym jeszcze daleko do celu) trwala rozmowa o samochodach, wyscigach, samochodach, szkole medycznej, samochodach, aparatach, no i samochodach. Fajne sa takie krotsze dni, kiedy mozna wczesniej wrocic do hotelu i sobie pogadac - wtedy nawet nie czuje sie tego zmeczenia kladac sie spac o 23...
Ciocia z Piotrem, tuz przed wyjazdem. Prawie wszystko bylo zapakowane do bagaznika, aby nie porysowac wewnetrznej skory :)

Ferrari przy wyjezdzie z Redlands

Piekne chmurki na pustynnej Arizonie

Oficjalne tankowanie na stacji Shell'a

Meksykanska restauracja z prawdziwego zdarzenia - na znaku przypis "Eleganckie Jedzenie Gdzie Indziej"

Nieco zmeczony Piotr, po pierwszych 400 milach

Rajiv, opowiadajacy o horrorach skladania aplikacji na rezydenture po szkole medycznej... i o samochodach :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz