poniedziałek, 17 września 2012

Niedziela - Dzien Koniczyny

W niedziele rano musielismy sie przeniesc do drugiego hotelu, bo takie mielismy rezerwacje, postanowilsmy wiec przejechac taksowka, gdyz sa one tu tanie, a poza tym wilgotnosc od rana byla 80%, a chcielismy dosc odswiezeni pojsc na 12 na msze do pobliskiej katedry.
Gdy wsiedlismy do taksowki bardzo mily kierowca powiedzial nam zupelnie poprawnym angielskim, ze mamy dzis szczescie, bo jego taksowka jest jedna z 4 w Kyoto ( na 1300 jezdzacych) z zielona koniczynka. Rzeczywiscie - zobaczylismy na oknie oraz tablicy w srodku samochodu naklejki z zielona koniczyna. Nawet na rekawiczkach ( wszyscy kierowcy taksowek w Japonii prowadza swoje pojazdy w bialych jedwabnych rekawiczkach) mial znaczek koniczynki.
Tak wiec dzien musial byc udany, taki tez byl. Odwiedzilismy buddyjska Swiatynie Srebrna, polozona malowniczo na skraju miasta w przepieknie utrzymanym parku w stylu japonskim. Potem przemaszerowalismy do innej -polozonej w miescie, ale pieknie wyciszonej poprzez otaczajacy pas zieleni. Budynki byly drewniane, ciemno brazowe, z elemantami pomalowanymi na biale.
Niestety niewiele jest napisow w jezyku angielskim, malo mozna przeczytac w broszurkach,ktore daja tu przy wejsciu. Trzeba polegac na wlasnym przygotowaniu.
Doprawdy mam mieszane uczucia jesli chodzi o ten angielski w Japonii. Juz o tym pisalam, ale jeszcze teraz podam na przyklad taka sytuacje- wracalismy do naszego hotelu jedna z wiekszych ulic Kyoto, przez centrum handlowo-turystyczne. Na wystawie sklepu z kwiatami zobaczylismy piekne orchidee z duzymi kwietami, w doniczkach. Zatrzymalismy sie zastanawiajac sie czy sa prawdziwe, bo ja osobiscie jeszcze migdy nie widzialam tak duzych kwiatow orchidei doniczkowych. Wojtek twierdzil, za musza byc sztuczne, ja patrzac na liscie bylam przekonana ze sa zywe. W koncu weszlam do srodka, oprocz sprzedwaczyni nikogo nie bylo, zapytalam o kwiaty - na to pani odpowiedziala sowbodna angielszczyzna "I do not speak English"..........
Albo dzis rano - poszlismy na dworzec glowny Kyoto i kupilismy sobie miejscowki na powrot do Tokio, weszlismy na chwile do informacji turystycznej  zobaczyc co tam maja - ja zabralam sobie broszurke z napisem  KAF - Kyoto Art Festival. Jakiez bylo moje zdziwienie, gdy po chwili pijac herbate w pobliskiej kafejce zobaczylam ze w zrodku jest wiele obrazkow z informacjami o roznych wydarzeniach, ale WSZYSTKO w jezyku japonskim. Moze ktos mi powie po co, kurcze, pierwsza strona byla po angielsku? 

Poniedzialek to zwiedzanie kolejnych swiatyn buddyjskich, palacy cesarskich oraz kapliczek Shinto. Brakuje czasu zeby to wszystko opisac, ale wlasciwie to sie powinno obejrzec, byc tu, pochodzic po tych nieskazitelnie urzymanych parkach, podziwiac ciekawie poprowadzone iglaki i inne drzewa, obejrzec skwerki Zen, posluchac ciszy, ktora w tych miejscach panuje. Zachwyt! Zdjecia, zdjecia, zdjecia.....zabraklo nam juz karty w aparatach, konczy sie dysk w labtopie. Zalaczamy wiec wiele zdjec, za
praszajac do wspolnego spaceru, z koniczyna w reku......












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz