czwartek, 13 września 2012

The National Museum of Closed Arts

Kolejny dzien wakacji w Kraju Kwitnacej Wisni zaplanowany byl jako dzien spacerow po miescie, wizyty w muzeum i teatrze. Wprawdzie dowiedzielismy sie zaraz po przyjedzie do Toko, ze ogromny teatr Kabuki zlokalizowany niedaleko naszego hotelu jest obecnie w remoncie (nie spelnial miejscowych wymagan sejsmicznych oraz nie zapewnial wstepu osobom niepelnosprawnym, wiec jest odnawiany), ale mielismy nadzieje, ze jest wiele innych miejsc, gdzie mozna obejrzec slynne japonskie przedstawienia Kabuki.
Czytalam wczesniej w przewodnikach turystycznych, ze te przedstawienia trwaja czasami az do 8 godzin, ale ze jest wiele  miejsc, gdzie z uwagi na zainteresowanie turystow sa tez krotsze wystepy - godzinne lub nawet polgodzinne.
Niestety nie udalo nam sie nic znalezc, poprosilismy o pomoc w hotelu , ale panie w recepcji znalazly nam uprzejmie jedynie teatry, gdzie mozna pojsc na 4 godzinne przedstawienie. Kosztuja one dosc drogo, a poza tym nie bylismy sklonni az do takich poswiecen.
Stwierdzilismy, ze przed nami jeszcze wiele dni w Kyoto, wiec tam sprobujemy ponownie. 
Coraz bardziej brakuje nam tu kogos, z kim mozna by choc przez chwile porozmawiac po angielsku. Nasz hotel jest chyba wypelniony w pelni, bo rano w recepcji zawsze jest kolejka, wieczorem tez. Widzimy troche obcokrakowcow,choc przewazaja Azjaci. Niestety mimo wielu prob zapytania o kilka prostych rzeczy - nic nie udaje nam sie dowiedziec. Wczoraj rano zapytalismy w recepcji czy moga nam polecic jakies muzeum - w odpowiedzi pani spojrzala na mnie z takim zdziwieniem, jakbym zapytala ja o przepis na golabki. Najpierw dluga chwile stala bez ruchu, po czym zwrocila sie do drugiej recepcjonistki z szeroko otwartymi oczami i wzruszonymi ramionami. Obie (jedna bardzo mloda, druga strasza) staly jak zamurowane. "Turysci chca isc do muzeum? Nieslychane!"Nastepnie ta druga zaczela szukac czegos pod pulpitem i wygrzebala w koncu "Tokyo Handy Guide" w jezyku angielskim. Nie pamietam juz czy zapytalismy czy informacje w nim zawarte sa aktualne, bo juz i tak chyba wyszlismy na dziwakow.
Przed wyjazdem ja przegladalam informacje na temat muzeow i galerii w Tokyo, ale jest ich tak wiele, tak ciekawych, ze postanowilam, iz zdecydujemy ostatecznie na miejscu. Tym bardziej, ze planem naszym jest chodzenie pieszo do wiekszosci miejsc.

Poszlismy na sniadanie do pobliskiej kawiarenki, zjedlismy smaczna kanapke z wedlina (nie widzielismy tu w zadnym sklepie zoltego sera), do tego bulke z jabluszkiem, wypilismy po dwie czarne herbaty, ja dokonczylam przy tym spisywac kolejne wrazenia z dalekiego kraju, po czym  wrocilismy na chwile do hoteu, zeby zabrac plecak i aparaty. A tu w recepcji pani informuje nas, ze w tej chwili nie moze nam wydac klucza, bo nasz pokoj jest wlasnie sprzatany. Bedzie gotowy za 10 minut. Poczekalismy wiec w recepcji, uznalismy zgodnie, ze bardzo nam sie taki system podoba - wiele rzeczy jest  tym kraju tak wlasnie logicznie i wygodnie zorganizowanych.

W drodze do muzeum zatrzymalismy sie na stacji kolejowej, zeby wykupic miejscowki na pociag, ktorym w czwartek pojedziemy z Tokio do Kioto. Pociagi te nazywaja sie "bullet train", sa ich 3 rozne rodzaje w zaleznosci od predkosci,my wybralismy taki srodkowy, ktory pedzie z predkoscia okolo 250 km na godzine. Pani na dworcu kolejowym mowila dosc dobrze po angielsku, wiec bylismy przez chwile szczesliwi.
Pote mielismy do wyboru - pojechac metrem do dzielnicy Roppungi, gdzie znalezlismy ogromna galerie sztuki wspolczesnej, albo odwiedzic muzeum malarstwa zachodniego obok hotelu, choc pomysl ten szybko odrzucilismy, bo na wystawie Dali oraz Picasso juz bylismy, albo ruszyc spacerem przez miasto do "The National Muzeum of Modern Art" Zdecydowalismy na to ostatnie, wolnym spacerem ruszylismy w strone muzeum.
Nauczylismy sie juz chodzic wolniej, w ten sposob mniej sie meczymy. Temperatura wciaz utrzymuje sie wysoka 24oC rano, potem 27, 32. Tylko ta wilgotnosc! Zmienna w ciagu dnia - wydaje nam sie, ze czasem jest juz rano wysoka, inengo dnia rano jest przyjemnie, az nagle wzrasta na kilka godzin, potem znowu jest lepiej. Nie chcialabym tu chyba mieszkac na stale......No ale wlasnie podpatrujac japonczykow nauczylsimy sie, ze nie mozna chodzic szybko.

Na szczescie nam sie nigdzie nie spieszy, wiec czesto zatrzymujemy sie w malych barach, zeby odpoczac i napic sie czegos dla ochlody. Probowalismy juz tez lodow, nie roznia sie wiele od amerykanskich (sa od nich mniej slodkie), podobne bardzo do polskich, choc wybor smakow nieduzy. Mnie do tej pory najbardziej smakowaly lody melonowe, rozgladamy sie tez za lodami o smaku sledziowym, o ktorych istnieniu dowiedzielismy sie w ostatniej chwili przed wylotem do Japonii. Jesli je gdzies znajdziemy, to ja na pewno sprobuje!

Chodzac tak sobie po Tokio przygladamy sie ciagle zyciu Japonczykow. Kolejne dni pobytu tutaj potwierdzaja to, co o nich wieleokrotnie czytalismy: sa bardzo pracowici, szalenie zdyscyplinowani,bardzo czysci, wydaja sie tez  dosc pogodni.Czytalam, ze jest to narod pozorow, zawsze zachowuja dobra mine, chocby w srodku byli pelni gniewu i zlosci. Ale dla turystow, takich jak my, wydaja sie zawsze spokojni , opanowani,grzeczni (zeby tylko mowili choc troche po angielsku!)
Wszedzie jest tu bardzo czysto -chodzimy pieszo juz od kilku dni, po ulicach glownych, ale tez czesto po zaulkach. Chodniki sa zawsze czyste, ulice nie zasmiecone, okna lsnia we wszystkich budynkach -wielkich biurowcach, ale tez malych barach sushi.  Zastanawiamy sie, kiedy sprzataja? Moze noca? Kolejna zagadka.
Widzimy tez na kazdym kroku ich zdyscyplinowanie, przestrzeganie przepisow, uprzejmosc wobec innych. Ulice sa pelne samochodow osobowych, taksowek, samochodow dostawczych , naprawczych i innych, na chodnikach tlumy pieszych i rowerzystow.Nidgy nie widzielismy zadnego wypadku, nikt nikogo nie potraca, rowerzysci jakos bezkolizyjnie balansuja miedzy pieszymi, miasto wydaje nam sie dosc ciche, w porownaniu z innymi metropoliami. Pamietam, ze w Warszwie nieraz trudno jest rozmawiac idac Nowym Swiatem, bo halas jest zbyt duzy. Tutaj jestesmy nieraz zmeczeni chodzeniem caly dzien, ale nigdy nie halasem. Nie ma tu wprawdzie tramwajow, bo zastepuje je ogromna siec metra, ale i tak wydaje nam sie ,ze w Japonii dba sie o cisze.

No wiec jak juz sie "doturlalismy " do naszego wybranego muzeum, to po wejsciu okazalo sie, ze zadna z wystaw nie jest w tej chwili  otwarta. Zdziwilismy sie bardzo , bo wejsce do muzeum bylo otwarte, siedziala tam tylko mila pani recepcjonistkak ktora nam powiedziala (troszke rozumiala po angielsku), ze kilka wystaw wlasnie zamknieto, a nowych jeszcze nie otworzono.......bylismy znow bardzo zdziwieni (no i zawiedzeni) bo przeciez w innych krajach nigdy nie jest tak, ze w tak duzym muzeum wszystko jest zamkniete. Sa wystawy stale, sa tez czasowe.......

Poniewaz to muzeum znajduje sie w poblizu palacu cesarskiego, gdzie jest bardzo zielono, jest tez wokol piekny park, postanowilismy pospacerowac. Okazalo sie, ze jest to miejsce dla biegaczy, niektorzy cwiczyli tez joge. Mnie przypomnialy sie nasze zajecia jogi, wiec zatrzymywalismy sie od czasu do czasu zeby pocwiczyc. A potem skrecilismy znowu do centrum tego ogromnego miasta i dalej robilismy to, co najbardziej lubimy - fotografowalismy co tylko sie dalo.

Przygladamy sie tez oczywiscie jakie tu jezdza samochody - ale to juz moze tata opisze, bo mnie ten temat nie bardzo interesuje. Zauwazylam tylko, ze taksowki sa dosc smieszne -takie stare modele Toyoty, ale super czysciutkie, kierowcy taksowek zawsze w bialej koszuli i krawacie, a siedzenia wylozone sa bialymi nakryciami, ktore wygladaja jak koronkowe (zalaczam dzis zdjecie). Bardzo schludnie, czysto, zachecajaco. Duzo osob korzysta tu z taksowek ,bo sa podobno niedrogie, zauwazylam, ze kierowcy taksowek zawsze szybciutko wyskakuja, zeby pomoc z bagazami lub zamknac drzwi za pasazerem. Duzo kultura.

Nie widzimy tutaj wielu luksusowych aut, wiekszosc to Toyoty, Hondy.. Acha -chyba jeszcze Nissany. Brak kolorow jesli chodzi o samochody- w wiekszosci kolor czarny, troche  bialego. Ale zawsze bardzo czyste, cale lsniace. Ja Piotrze rozgladam sie za BMW - naliczylam az 3!

Wracajac wieczorem do domu namawialam Wojtka, zebysmy weszli sobie gdzies na masaz ciala - reklamy gabinetow masazu sa tu na kazdym kroku. Przed wyjazdem kilka osob, ktore juz byly w Japonii, zachecaly mnie koniecznie zeby sprobowac, bo przeciez z tych stron pochodza te tradycje. Wojtek nie bardzo chcial, ale moje nogi byly tak zmeczone, ze namowilam go na wejscie do jednego z japonskich gabinetow masazu ciala i stop. Poprosilam o masaz stop, na zmeczone nogi. 15 minut takiej przyjemnosci kosztowalo nas "az" 8 dolarow.
Ale za to po wyjsciu nogi same mnie niosly.......

Na dzisiaj to juz wszystko- zegnamy niedlugo Tokio, ruszamy do dawnej stolicy Japonii, Kyoto.


















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz