piątek, 14 września 2012

There is no place like Kyoto.....

Czwartego dnia wakacji przejechalismy "bullet train" z Tokio do Kyoto, dawnej stolicy Japonii. Liczba mieszkancow - okolo 1.5 miliona.
Jakaz roznica w porownaniu z Tokio......skonczyly sie sliczne elegantki na wysokich obcasikach, panowie w nieskazitelnych bialych koszulach z marynarkami i teczkami w reku. Tutaj na ulicach widzimy sliczne Japonki ubrane ciekawie, choc mniej elegancko, mniej "bisness people",miasto tez wyglada jakos przyjazniej. No idalej wszedzie jest super czysto.
Doturlalismy sie z naszymi walizeczkami na kolkach jakos do hotelu, a tu tez mila niespodzianka - pani recepcjonistka mowi po angielsku! Bardzo spokojnie wyjasnila, gdzie zatrzymauja sie autobusy, ktorymi planowalismy jezdzic nastepnego dnia, gdzie wymienic pieniazki, a takze odpowiedziala na kilka innych pytan. Mialam ochote ja ozlocic!
Pokoik w Hotelu Unizo tez okazal sie troszke wiekszy - Kasiu, jesli pamietasz jaki pokoj mielismy  w hostelu w  Starsburgu - to mniej wiecej polowa tamtego. Ale jest wszystko, co potrzeba - ciepla woda, czyste lozko do spania, no i oczywiscie internet!

Wieczorem przeszlismy sie troche po miescie - mieszkamy w centrum, ulice pelne sa mlodych, wszedzie  widac napisy w jezyku japonskim oraz angielskim. Zaczynam sie czuc  troche lepiej.
Poniewaz w Japonii w cenie hotelu nie ma sniadania, to my co drugi dzien idziemy cos zjesc do pobliskiej kafejki, a co drugi- kupujemy sobie na sniadanie jakies bulki i rano do tego robimy sobie w pokoju herbate.
Pierwszego wieczoru w Kyoto po dlugim spacerze po okolicy weszlismy do wielkiego domu towarowego, zeby kupic cos na sniadanie nastepnego dnia. Dom towarowy to wielkie centrum handlowe, na 7 pietrach panie i panowie moga nabyc eleganckie ubrania oraz inne artykuly. W podziemiach tego centrum miesci sie ogromny sklep spozywczy. Tam tez poszlismy - po zjechaniu schodami ukazal nam sie radosny widok - ciemny chlebek z ziarnami, paczkowana wedlinka, pomidory, sliwki -ach juz w rekach mamy koszyk, portfele tez gotowe.....wypelniamy nasz koszyczek.....ale po chwili okazuje sie, ze za wszystko tutaj placi sie w osobnej kasie - za chleb w kasie obok chleba, za szynke w kasie obok wedlin, za pomidory w kasie z warzywami.......troszke to niewygodne, bylismy rozczarowani, ale zakupy w koncu zrobilismy. Wojtek poszedl potem w alejke z alkoholami, ja skrecilam do herbat, az tu nagle zobaczylam zolte sery! O kurcze - alez dawno nie jedlismy serow! Myszo!!!!! Zobacz - Gouda! Kupilismy oczywiscie, uswiadamiajac sobie, ze przez kilka dni nie widzielismy w ogole zoltych serow, kanapki ktore nieraz kupowalismy na sniadanie mialy wedline z jajkiem, ale nigdy nie bylo serow zoltych. Jajka w ogole sa w Japonii bardzo powszechne - juz w samolocie podali nam takie ciastko-zapiekanke z jajek i cukru, ktore potem wiele razy widzielimy w sprzedazy.
Poza tym prawie w kazdym sklepie spozywczym mozna kupic jedno lub dwa gotowane na twardo jaja. Brakuje nam tu troche warzyw i owocow - z owocow jedlismy winogrona, sa tez w sprzedazy brzoskwienie, i to wlasciwie wszystko. Ja zaczynam tesknic za pomidorami, ktore uwielbiam oraz za rzodkiewkami.

Rano w piatek wyruszylismy na zwiedzanie zabytkow historycznych Kyoto. Autobusem miejskim dojechalismy do Swiatyni Zlotej, ktora polozona jest w przepieknym parku. Miejsce to pochodzi z 15 wieku, obecnie jest to obiekt muzealny. Mielismy wiec okazje obejrzec przseliczna swiatynie Kinkaku Ji, podobno pokryta opilkami zlota, ktora majestatycznie stoi posrodku jeziora, a potem pzeszlismy przez park, podziwiajac pieknie uformowane drzewa -bonzaje, wierzby, japonskie klony, oraz wiele iglakow. 
Stamtad przeszlismy spacerkiem przez ulice polnocnego Kyoto az do swiatyni Royan Ji - z roku 1450. Ta polozona jest rowniez w parku w stylu japonskim, mieszkali tu kiedys buddysci, a teraz turysci moga zwiedzac ich dawne wnetrza, oraz oczywiscie miejsca medytacji - kapliczki, mini-park Zen, porozstawiane wszedzie urny z kadzidelkami. 

Niestety zaczal padac dosc ulewny deszcz, postanowilismy przeczekac, ale padalo coraz silniej, wiec zrezygnowalismy na dzis z odwiedzenia Swiatyni Srebrnej, wrocilismy autobusem do hotelu. A w centrum miasta nawet nie kropilo!

Czuje sie w Kyoto duzo bardziej komfortowo - miasto nie wydaje sie takim bezdusznym centrum biznesowym jak Tokio. Prawie wszedzie mozemy sie porozumiec po angielsku, widzimy sporo turystow z mapami w rekach przemierzajacych ulice tego barwnego miasta, spotkalismy tez wielu Polakow.

Po obiedzie poszlismy obejrzec urocza, zabytkowa dzielnice Pontocho, tuz obok slynnej dzielnicy Gejsz. Waskie uliczki, male , drewniane domki, w ktorych mozna zjesc wszystko chyba co tylko wystepuje w oceanie, mini kafejki, mini sklepiki z tradycyjnymi wyrobami Japonskimi.

Piatkowy wieczor zakonczylismy wycieczka po dzielnicy Gion, gdzie mieszkaja i pracuja Gejsze. Opisze to osobno , bo targaja mna bardzo mieszane uczucia.




















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz