Obudzilismy sie znow okolo 11ej i zjedlismy na sniadanie wczoraj-kupiony chleb z warzywowa Philadelphia - bo tak naprawde tylko tyle mielismy sile kupic jedzenia. Dzisiaj postawilismy sobie za zadanie zakupic wiekszosc mebli do mieszkania, bo dzis przynajmniej juz jedziemy z rozmiarami pokoji mniej-wiecej obliczonych papierowymi centymetrami ktore wczoraj skosilismy z IKEA. A zeby nie bylo za latwo, zdecydowalismy jeszcze wstapic do paru innych sklepow z meblami, aby zobaczyc czy nie ma tam czegos ciekawego.
Nie bylo. Specjalistyczne sklepy z meblami nastawione sa chyba na klientow ktorzy maja rancza i wille (a nie mieszkania), i raczej na osoby ktore nie patrza na ceny. Malo wygodna i nie-rzucajaca-sie-w-oczy kanapa ktora byla przeceniona dwa razy kosztowala prawie $2000. Bylo tam owszem tez ciekawe i wygodne rzeczy, ale ceny byly rownie niesamowite jak rozmiary. Takze nawet jezeli Piotr by sprzedal samochod i nic przez rok nie jadl aby takie cos kupic, to musielibysmy chyba zburzyc sciane do sasiada zeby dalo sie z tym zyc.
Zawrocilismy do IKEA, zadawalajac sie krotkim deszczem ktory zmyl z Bety brud podrozy, ale jeszcze zatrzymalismy sie w sklepie gdzie wczoraj nam sie podobal taki jeden zestaw kanap - i zaczelo sie. Po przejsciu sie przez sklep, wczorajsze meble juz nam sie nie podobaly (wyposazylismy sie w zdjecia podlogi i scian) ale nowego faworyta: rozkladana kanapa i fotel z ciemno-brazowej skory. Lekko poddenerwowany facet ktory nas i wczoraj i dzisiaj oprowadzal z niechecia nas puscil abysmy sie "jeszcze raz zastanowili".
W IKEA juz bylo troche lepiej - dosc zwinnie wybralismy meble do pokoju, regal na telewizor, stol i krzesla do jadalni, oraz pare innych mebli. Znow doszlo do zastanowien nad kanapami, ale w koncy padla decyzja: kupujemy to co nam sie wczesniej rano podobalo i najwyzej jak dostarcza to bedzie mozna jeszcze przez 2 tygodnie to wymienic. Kolejna godzine spedzilismy szukajac odpowiednich kartonowych pudel z wybranymi meblami po magazynie i stojac w kolejce do kasy, w kolejce aby odebrac stol ktory byl na zapleczu, i jeszcze w kolejce aby to wszystko oddac na dostawe do domu. Wyszlismy z kolejnym dywanikiem i ogromnym rachunkiem w lapie - ale raz jeszcze zafundowalismy sobie pyszne lody :)
Zalatwilismy tez dostawe kanapy i materaca (pan juz mial lepszy humor jak zobaczyl ze od razu chcemy cos kupic) i zakonczylismy z ulga duze zakupy. Jedynym minusem jest to ze dostawy musza byc w ciagu tygodnia (nie jest latwo jak juz sie pracuje), ale jakos to wszystko da sie zalatwic. Piotr byl tak zmeczony ze pomimo prawie tygodnia przysieg ze juz niedlugo nabedzie iPhone'a 5, przejezdzajac obok sklepu Apple'a podrapal sie w glowe mowiac "ja tam chyba mialem cos kupic, no nie?"
Poszlismy jeszcze wieczorem po obiedzie do Starbucks'a aby skozystac z internetu (u Piotra maja dopiero podlaczyc za tydzien). Jutro jeszcze tylko zakupy ubraniowe - aha, i spozywcze. Bo lodowka wciaz pusta, ale jeszcze tego chleba troche chyba zostalo...
 |
| Kto rano wstaje... |
 |
| Super-dywan, czyli jedyna rzecz w duzym pokoju... |
 |
| Jeden z trzech naszych takich wozkow... |
 |
| Znowu za duzo wyboru :( |
 |
| Lusterka Cioci ktorych NIE kupilismy |
 |
| Poszukiwania trwaja |
 |
| Piotrze, usmiechnij sie :) |
Az sie zmeczylam czytajac ten wpis - przypomnaja mi sie moje zmagania w urzadzaniu kolejnych mieszkan. W sklepach jest tak duzo towaru, ze czlowiek wychodzi z nich zmeczony , z bolaca glowa, kupujac czesto nie to co naprawde potrzeba w pierwszej kolejnosci....itd.....Piotrze - dzialaj powoli- jest takie polskie przyslowie....."nie od razu Krakow zbudowano". Dobrze ze masz wsparcie brata-moje tez na razie na odleglosc.Trzymajcie sie Drodzy Panowie!
OdpowiedzUsuńsuper wpisy!! Dobrze Wam idzie chlopaki!! Fajne zdjecia, a najbardziej mi sie podoba to Piotra z pelnym wozkiem! :)
OdpowiedzUsuńCiesze sie ze wszystko sie powoli uklada. Juz nie moge sie doczekac aby zobaczyc ten nowy 'mancave' :)