piątek, 4 stycznia 2013

Praska grzeczność

Stoję na przystanku z zakupami. Dotaczają się do mnie trzy menele. Ona bezzębna, ale zakochana w nim po uszy, on brudny jak święta ziemia, ledwo stojący na nogach, ale mocno trzymający ją w garści i jeszcze jeden, co to i pijany i o kuli, ale niemijający okazji, by zapodziać rękę na nie swój biust. Śmieją się, chwieją, onomatopejują o byłych i przyszłych melanżach. Ludzie na przystanku robią im coraz więcej miejsca. Nikt nie chce ograniczać pola poszukiwań kiepów w śmietnikach, ani tym bardziej pola rażenia zapachem. Na przystanek przychodzą wciąż nowi ludzie. Dochodzi też starowinka z wózeczkiem. Staje i usilnie wypatruje zbliżającego się autobusu. Brudny myśli, że to jemu przygląda się babinka. Przez chwilę pachnie linczem, ale ku ogólnemu rozładowaniu emocji Brudny tylko kłania się i mówi:

- Dobry wieczór Pani.

Starowinka nie usłyszała, albo nie zrozumiała, albo po prostu zignorowała pijaczka, bo nagle zaczęła pilnie czegoś szukać w torebce. Patrzę, a Zakochana odwraca się do Brudnego ze słowami:

- Pacz kurna jaka kurtularna.

Ot i praska grzeczność ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz