środa, 16 stycznia 2013
Radosne zmęczenie
Jestem zmęczona. Mam zmęczone nogi i ręce, spięte barki i trochę bolące kolana. Najgorzej jest rano. Patrzę na zaczerwienione oczy i podpuchnięte powieki. Pytam się w lustrze zmarszczonego czoła: o czym żeś myślało całą noc skoroś dziś zmęczone? Czoło ma mnie w nosie. Zatkanym. Dokumentnie olewa mnie też kręgosłup. Ćwiczę i ćwiczę, a on wciąż przypomina i wymaga. Jak nienasycony potwór. Grozi, gdy coś podniosę, gdy źle się schylę, gdy za szybko chce coś zrobić, gdy się zestresuje... Nigdy mu nie dość, wciąż chce więcej. Pożera mój czas, moją cenną energię. Wiecznie uzurpuje sobie honorowe miejsce w moim życiu. Jam jest Twój kręgosłup, który Cię zniewolił i który dał Ci nowe życie. Odtąd Ty będziesz mi oddawała dziesięcinę z życia Twego, a ja pozwolę Ci żyć. Wiedz jednak, że nie będziesz miała innego kręgosłupa przede mną i że za każde odstępstwo Twoje spadnie na Ciebie bolesna kara. Pieprzony dyktator.
Jestem zmęczona fizycznie. Chodzę więcej ostatnio, trochę siłkuję, nieco biegam. Pod tym wszystkim jednak czai się radość. Nie jestem zmęczona pracą, domem, znajomymi... Uporządkowałam poszczególne płaszczyzny. Coraz szybciej radzę sobie ze stresem, coraz mniej obciążają mnie trudne problemy, którymi ze mną dzielą się otaczający ludzie, mniej już boję się wyzwań w pracy, bardziej rozumiem, co się we mnie dzieje. Czuję, że pod tym zmęczeniem jest radość. Taka zwyczajna, nie wypływająca z niczego szczególnego, trochę jakby siła napędowa do działania, a trochę jakby kpiarskie spojrzenie życiu w twarz. Tylko czy to wypada, żeby tak się z życia nabijać?! Jaja sobie z niego robić i nie poddawać się zupełnie?! ;)
Wczorajsze biegówki były bardzo intensywnym doświadczeniem. Dziś już chyba tylko lightowo wyskoczę na siłkę;) Skąd jest ta energia?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz