Dziś kolejne biegówki. Trzecie podejście tej zimy. Po nocnych Kabatach i dziennym Kampinosie przyszedł czas na wieczorną Wisłę. Pobiegłyśmy z Olką wzdłuż rzeki od mostu Łazienkowskiego do Trasy Toruńskiej i z powrotem. Mosty podświetlone pięknie, niektóre tylko dwukolorowe, inne zupełnie tęczowe. Panorama Warszawy niesamowita. Starówka ośnieżona, święta Anna i święty Jan w białych snopach światła. I jeszcze ten śryż płynący leniwie wraz z prądem rzeki. Lubię podglądać Warszawę i nocą ;)
Dziś jednak dzień słaby. Podklejając ślizg nart skleiłam kropelką wszystko prócz nart. Dłonie i usta dojdą do siebie za jakiś tydzień, dywan już raczej nie będzie miał przed sobą świetlistych lat. Olka się spóźniała, więc w lekkiej kurteczce zamarzłam na amen. Od rzeki trochę wiało i po paru minutach straciłam czucie w buzi, usta podrapałam o kryształki lodu, które zaczęły się tworzyć na szaliku ze skraplającego się oddechu. Trasa rozjeżdżona i zadeptana (czy to faktycznie takie trudne, żeby biegać i chodzić obok założonego dla narciarzy szlaku?!) A już na koniec okazało się, że buty obcierają. Mam zatem przymusowe parę dni postoju. Może trochę dom odgruzuję ;) Nie zawsze jest się zwycięzcą. Dobrze, że sprawdziłyśmy jednak tę trasę. I w ogóle, że się ruszyłyśmy ;)
![]() |
| Widok na tęczowy most. Zdjęcie pochodzi z portalu elektroonline.pl |

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz