piątek, 13 lipca 2012

Nie zadzieraj z przyrodą


Czasem zdarzają nam się dni dziwne. Po tym całym Kanionie od rana wszyscy marudzili. A to że niewyspani, a to że ktoś w nocy chrapał, ale chyba głównie, że musimy opuszczać hotel z taaakim basenem. Komu w drogę jednak…



Pierwszy przystanek mieliśmy przy dziurze. Nie, to nie był znowu piękny, choć ciut przerażający, Kanion. To była faktyczna dziura. 1,5 km głęboka i tak duża, że można by w niej jednocześnie rozegrać 20 meczy piłkarskich, które z trybun obejrzałoby 2 miliony osób. Dziurę zrobił mnóstwo lat temu 45-metrowy meteoryt. Widzieliśmy największy kawałek meteorytu, który udało się znaleźć -  miał objętość  dziecinnej wanienki i wagę 650 kg - praktycznie w całości składał się z żelaza i niklu.  I to by było na tyle z rzeczy, które można powiedzieć o super słynnym kraterze po meteorycie (Meteor Crater) w Arizonie. To co nas zdziwiło to to, że to cudo nie należy do państwa, tylko do osoby prywatnej, która będąc ciekawa co jest na dnie, przez 26 lat robiła w nim odwierty. Wejście tutaj kosztowało nas 16 $ od łebka, więc wcale nie mało. Zobaczyliśmy za to 15 minutową symulację, o tym jak meteor uderzył w ziemię, rzeczoną dziurę w ziemi i przewodnika, który nie mając nic do powiedzenia wygłupiał się przez 15 min opowiadając o filmach, które oglądał i komediantach, których oglądał. Czuliśmy się dobrze oszukani. Postanowiliśmy obrabować to miejsce – Małgosia zakosiła 3 kamyczki a Maki sprita z automatu. Słabe z nas złodziejaszki, bo Małgosia zbierając trofea porwała w 3 miejscach spódnicę a przewodnik, okazał się super wyczajaczem i i tak kazał jej oddać część kamyczków. Maki zaś skupiony na kępieniu kubeczka zgubił klucze do samochodu. Uznaliśmy, że miejsce to obłożone jest klątwą i ruszyliśmy do Skamieniałego lasu  (Petrified forest).
Las to to był kiedyś. W triasie. Dziś leżą tu tylko powalone konary drzew, które pył wulkaniczny przemienił na tęczowe skamieniałości. Co zrobiła Malgosia? Zakosiła 3 kamyczki spod znaku „Collecting petrified wood prohibited”. Co zrobiła przyroda? Rozszalała się w złości. Udało nam się jeszcze tylko spojrzeć na pięknymi barwami malowaną pustynię i trzeba było uciekać. Piotruś miał problemy z utrzymaniem samochodu na pasie – silny wiatr próbował przewrócić nam furę, bił niemiłosiernie piachem w lakier, przerzucał przez drogę tumbleweedsy. Zacinający deszcz zostawiał na przedniej szybie tylko poziome kreseczki. Po zmroku zaczęły przebiegać nam przez drogę zwierzaki i wtedy Piotruś się wyprostował. Kolanami dotykał kierownicy, zakleszczył ręce w silnym uścisku i wyciągnął szyję wbijając wzrok w zakurzony mrok przed maską. Skończyliśmy  oglądać film i zaczęliśmy trzymać kciuki. Sorry, ale nawet nie może sobie wyobrazić naszej radości  jaką wskoczyliśmy do jacuzzi po przyjeździe do hotelu ;)


























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz