środa, 18 lipca 2012

Furka


Po wczorajszym huraganie musieliśmy dzisiaj wysprzątać samochód z piachu i pyłu. Początkowo sceptycznie podchodziłam do pomysłu pożyczenia vana. Im dłużej jednak jedziemy, tym bardziej się z niego cieszę. Pożyczyliśmy Chryslera Town&Country. Teoretycznie auto jest sześcioosobowe – w piątkę jest nam w nim naprawdę komfortowo. Mamy miejsce na bagaże, schowki na buty, tysiąc jaskółek na drobiazgi. Skórzane fotele podnoszą się, przesuwają i rozkładają w każdą stronę. Dobrze rozmieszczone głośniki pozwalają słuchać ulubionej muzyki z nośników i z netu a umieszczony na środku samochodu ekran oglądać filmy. W ciągu dnia trzystrefowa klima ratuje nam życie. Wieczorem zaś przydają się lampki i wejścia ładowania do laptopów i telefonów.
Trochę bałam się drogi: że będziemy siedzieć zamknięci w metalowej puszce przez dwa tygodnie, że kręgosłup będzie o sobie dawał znać, etc. Przy takiej furze oraz codziennym porannym ćwiczeniu z gumką w czasie tankowania i wieczornym pływaniu w basenie nie ma w ogóle tego problemu. A i Wy chyba też się ciut cieszycie. Większość notek powstaje bowiem właśnie w drodze ;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz