sobota, 7 lipca 2012

Po prostu: Tak


- Uff zdążyłam ;) Sorka, że tyle nam to zajęło, ale zanim skończyła się msza i zanim przebiliśmy się przez korek i zanim zmieniłam kieckę…
- Oj tam, oj tam, super, że dotarłaś. Usiądź w pierwszym rzędzie. Raz, że tylko tam już zostały miejsca, dwa, że będziesz wszystko dobrze widziała.
- Maki, ale nie zostawisz mnie na długo tu samej… wśród tych wszystkich Chińczyków.
- Spoko, po ceremonii będziemy robili zdjęcia, ale potem już Cię zgarniam.
- Dobra słuchaj ;)

[…]

- Jak Ci się podobało?
- Bardzo ;) Pierwszy raz jestem na ślubie, który odbywa się na statku. Poza tym chyba pierwszy raz jestem na czteropiętrowym statku. Świetnie, że ceremonia odbywała się na ostatnim piętrze, bo państwo młodzi i świadkowie pięknie prezentowali się na tle zatoki. Widzę, że niezależnie od tego jaki to jest ślub, gdzie się odbywa i kto go udziela są pewne momenty, które zawsze są wzruszające i piękne. Panna Młoda wyglądała olśniewająco a i on dość przystojny chłopak. Zdziwiłam się tylko, że było was, świadków, aż ośmioro.
- Jakoś tak tradycyjnie się przyjęło, że dziewczyna wybiera cztery swoje druhny a chłopak czterech swoich świadków. Zauważyłaś, że wszystkie stroje do siebie pasowały?
- Pewnie! Nawet chusteczka w butonierce Młodego zgrywała się z waszymi kamizelkami. Wiesz co, zupełnie nieźle Ci w tym garniaku. Świadkowe też ślicznie wyglądają w drapowanych sukniach. Wszyscy wyglądacie jakbyście mieli stroje szyte na miarę, a nie wypożyczone na chwileczkę. O zobacz świadek wnosi jakąś skrzynię.
- To na koperty. Młodzi mieszkają ze sobą już jakiś czas, więc nie potrzebują raczej prezentów. W sumie to chyba wygodniejsze. Widziałaś już rodziców Młodych?
- Trudno nie zauważyć ;) Najfajniejsza jest różnica miedzy nimi.
- No tak Cindy jest Chinką i jej rodzice są niewysocy i bardzo szczupli, a starsi Matta… sama widziałaś, że pani fotograf musiała się nieco cofnąć, żeby ich zmieścić w kadrze. Amerykanie po prostu. Poczekaj aż zobaczysz, jak jego tata wywija na parkiecie. Poza tym przylookałaś już na pewno gości. Na 250 osób, jest jakieś 200 osób z jej strony. I oni wszyscy mówią tylko po kantońsku. Raczej się nie wmieszamy w tłum. Wołają mnie już na zdjęcia. Teraz będą przystawki i jakieś małe drinki a potem obiad. Złapię Cię przed zaraz po fotkach. Poradzisz sobie?
- Ja sobie nie poradzę?!

[…]

- Wiedziałem gdzie Cię szukać. Jeśli jest jakikolwiek punkt widokowy, to na sto procent tam będziesz ;)
- Hej, co to za śmianie się ze mnie? A z resztą co mi tam… Sam zobacz. Właśnie się zorientowałam, że pływamy wciąż po zatoce wokół tej wielkiej wyspy i mijamy coraz piękniejsze domki. To co kupujemy tutaj jakąś daczę?
- Jeśli tylko chcesz… O, na przykład ta mi się podoba, niebieskie ściany, prywatne molo, i jeszcze łódka zaparkowana przed wejściem. Nie widzę tylko nazwy łodzi.
- Jeśli ja dobrze odczytuję to „Happy hooker”. Maki, co znaczy hooker?
- O, zobacz wołają nas już na obiad.
- To jaki mamy stolik?
- Usiądź przy „piątce”. I zobacz co się będzie działo. Coś mi się wydaje, że w Polsce nie ma takiego zwyczaju. Spodoba Ci się.

[…]

- Ekstra sprawa. Muszę to zrobić na swoim ślubie. Podobało mi się jak po kolei przedstawiali świadków – każdy miał swoje niepowtarzalne wejście z tą muzyczką. Maki, a czemu przedstawili cię jako króla Starcrafta?
- Oj tam, jaja sobie robili, przecież byłem drugi.
- To co idziemy do bufetu na obiad?
- Jeszcze toasty. Zobacz, teraz będzie świadkowa, a potem świadek. I wiesz co, z tego co wiem, to, to będą ostatnie toasty.
- No tak w Polsce przez całą noc wznosi się kieliszki za Młodych. Szkoda, że tutaj tak króciutko.
- Wiesz, ceremonia krótka, wesele krótkie, to i toasty tylko dwa.
- Jak bardzo krótkie będzie wesele?
- Cztery godziny.
- Żartujesz!
- Wcale nie. Tutaj to jakoś w ogóle nie jest przyjęte, żeby się bawić całą noc, albo w ogóle świętować chociażby do północy.
- Co za lipa! To już nie będę miała ślubu na łodzi, ani w Stanach, ani z żadnym Amerykańcem – bałabym się, że jego tata zgniótłby mnie w uścisku ;)
- Poczekaj, aż ojciec Matta wejdzie na parkiet.
- Szczerze, to już nie mogę się doczekać.

[…]

- Wiesz, że przez to twoje: „choć popatrzymy na zatokę jeszcze chwileczkę” prawie misnęliśmy pierwszy taniec.
- Sorry, ale zobacz jeszcze coś się dzieje. Maki… czemu po tańcu Młody przy wszystkich zagląda Młodej pod sukienkę.
- Szuka tej, hmm jak to się mówi po polsku?
- Eee nie wiem o czym mówisz.
- No tej niebieskiej…
- A ok ;) Podwiązki po prostu.
- No właśnie. W sumie fajnie to wygląda. Aj! No co chcesz? ;) Zobacz Młoda rzuca bukietem, zaraz Młody będzie rzucą… tą, no jak jej było?
- Podwiązką. Podejdź bliżej, może złapiesz ;)
- Dobra słuchaj, specjalnie dla Ciebie.

[…]

- Nie udało mi się z złapać podwiązki, ale za to mam dla Ciebie kawałek tortu i coś jeszcze. Wyczaiłem taką budkę jak z Amelii.
- Maki, gdzie ty mnie ciągniesz?
- Chodź, będzie fajnie.

[…]

- I jak?
- Ekstra, można zrobić Młodym profesjonalne kartki. Najpierw cykasz sobie fotki, a potem naklejasz je na papier. Zobacz są brokaty i kolorowe karteczki i wstążeczki.
- Wskakuj za parawanik.
- Maki…
-Mhh?
- Podoba mi się…
- Wiedziałem ;)



Powiem Wam, że serio bardzo mi się podobało. I dlatego, że pierwszy raz byłam na ślubie na jachcie. I dlatego, że miałam możliwość uczestniczyć w typowej amerykańskiej uroczystości. Ciekawie, że mimo, że był to tylko ślub cywilny to i tak nie obyło się bez odwołania do Boga i miłości jako jego daru. Całość wyglądała jak z hollywoodzkiego filmu. Świadkowie wtańcowywujący na salę przy akompaniamencie najnowszych hitów, denerwujący się świadkowie, czytający swoje zdecydowanie za długie toasty, dzieci łobuzujące po kątach, chłopcy komentujący krótkość kiecek dziewczyn, wujkowie o nieskoordynowanych ruchach… Chwila, chwila, te ostatnie rzeczy chyba widziałam i w Polsce. Ludzie to chyba jednak na wszystkich końcach mają jakieś inklinacje do obciachu ;)












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz