piątek, 20 lipca 2012

Amfiteatr Bryce

Wracając do Loma Lindy odkrywamy skarby pustyni. 


Po kamiennych łukach przyszedł czas na słupki. Wjechaliśmy do Bryce Canyon National Park. To już któreś miejsce z kolei, które z zewnątrz wygląda zupełnie niepozornie, natomiast wewnątrz kryje perełkę. Perełka Bryce ma kształt amfiteatru o wielkości  2x4 km. Amfiteatr codziennie gromadzi tysiące hoodoos czyli kamiennych słupków o najróżniejszych kształtach. Wszystkie one zwrócone są na wschód – jakby codziennie od nowa oglądały niesamowity spektakl początku dnia.
My do Bryce przyjechaliśmy dobrze po południu. Wszystkie miejsca od dawna były już zajęte. Usiedliśmy zatem na krawędzi amfiteatru – leśnej ścieżce, z której roztaczał się widok na okolicę. Nie patrzyliśmy na spektakl, ale raczej na widzów. Naturalne rzeźby stały w równych rzędach. Im dłużej na nie patrzyliśmy tym więcej kształtów rozpoznawaliśmy. Całość przypominała pojedynczych ludzi lub ich całe grupy, znane i nieznane nam zwierzęta, smoki, anioły, chmury… Ograniczała nas tylko nasza wyobraźnia ;)
Stanęliśmy w kilku najciekawszych punktach parku, między innymi w Punkcie Inspiracji, Wschodu i Zachodu słońca. Na koniec zeszliśmy pomiędzy rzeźby. Chłodny wieczór i większa wilgotność sprawiła, że zejście to było nieporównywalnie przyjemniejsze niż schodzenie w dół Wielkiego Kanionu. W ogóle chyba to miejsce bardziej nam się podobało niż Wielka Otchłań ;) Wieczorem amfiteatr szybko pokrywał się cieniem. Pozostawiliśmy wiecznie czuwających widzów ich myślom. Natknęliśmy się jeszcze na czujne pieski preriowe (prairie dogs) i  absolutnie piękne mulaki (mule deers), te ostatnie chyba posłużyły za wzór Disneyowskiego jelonka Bambi ;)
P.S. Piknik przy rzeczce udał nam się wyśmienicie. Uwielbiam wodę. 














































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz