Plaża sprawia frajdę wszystkim niezależnie od wieku ;)
Wybraliśmy się wiec z Ciocią i Wujkiem na trzy dni nad ocean. Wynajęliśmy domek
w Huntington Beach. Od wody dzieliło nas pół godziny w klapkach. Oblookaliśmy
zatem nadmorskie miasteczko. Każdy domek jest tu inny, choć wszystkie są niskie,
z niewielkimi trawniczkami z przodu i ogródkami z tyłu. Większość budynków przybrano już w amerykańskie flagi, wstęgi,
kokardy. 4-tego lipca zbliża się już przecież wielkimi krokami (my również mamy
nadzieję spędzić go tak amerykańsko, jak tylko możemy).
Wracając jednak do plaży, to jeśli kiedykolwiek byliście nad polskim morzem, to macie już
pełen obraz krajobrazu, jaki tutaj zastaliśmy. Wszystkie drogi w miasteczku prowadzą
na plażę. Sklepiki pełne są kolorowych bucików, kostiumików, ręczniczków,
sunbloczków, breloczków , pocztówek, magnesików i innych trąbek. Nie macie
szansy przejść deptakiem niezjadłszy lodów, nieusłyszawszy głośnych wydechów
sportowych samochodów rozchełstanych żigolaków, nieobróciwszy się za zgrabnymi
blondyneczkami w obowiązkowych kozaczkach (37 stopni Celsjusza!)… Niby podobnie
jak w Chałupach, a jednak jakby bardziej czysto, kolorowo, światowo. Nie
potrafię powiedzieć na czym polegają różnice. To chyba dość ulotne wrażenie
wynikające z innego klimatu, poziomu zamożności kraju, nastawienia do życia… Serio
nie mam pojęcia dlaczego, ale wszystko jest tutaj jakby bardziej. Niebo wydaje się
błękitniejsze, bo nie ma na nim absolutnie żadnych chmur. Piasek wydaje się
jakby bardziej złoty, bo pełen jest złotych drobinek miki.
I tylko dzieci bawią się tak samo radośnie stawiając zamki z
piasku i uciekając przed falami oceanu. Drą się przy tym wniebogłosy
zagłuszając nawet mewy i pelikany. Ukryte pod kolorowymi pareo matki opalają
się, stojąc po kostki w wodzie, ojcowie pilnują zaś dobytku. O dobytku warto
napisać nie tylko dwa słowa. Jeśli nad
Bałtyk bierzemy parawanik od wiatru i obowiązkowe piwko to tutaj rodziny czy
grupy znajomych przyjeżdżają z małymi domami. Pod namiotami mieszczą się
trójczłonowe grille, stoły, leżaki, ręczniki, coolboxy na kółkach, rowery,
piłki plażowe.... Szczerze powiedziawszy dziwie się tym wszystkim ludziom, że chciało
im się tyle rzeczy przynosić, by za kilka godzin zabierać je z powrotem do
samochodów.
Pograliśmy we frisbee, powalczyliśmy z falami na boogie boardingu, porzucaliśmy bulami, przejechaliśmy się na rowerach, popatrzyliśmy na surferów i już zbieraliśmy się do domu kiedy pojawiły się one. Płynęły ławicami, wystawiały górne płetwy do słońca, wynurzały się i chowały między falami. Zakładam się, że gdyby nie czujne spojrzenia matek, to delfiny podpłynęłyby jeszcze bliżej plaży i wesoło zaczęły się pluskać z dzieciakami ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz