poniedziałek, 11 czerwca 2012
Stąd do wieczności
Spakowane już jesteśmy, bilety mamy wydrukowane, paszporty pochowane, rodzice są poddenerwowani, my zaaspirynowane, zostały nam 2 h snu i 20 h lotu. Już mi chyba wszystko jedno czy dolecę czy nie. Spraw niedokończonych w Polsce nie zostawiam, książki do bibliotek pooddawałam, ze znajomymi się pożegnałam, z rodziną sprawy wyprostowałam. Jestem szczęśliwa. Kiedy więc nurkować, jak nie teraz?! ;)
Tak czy inaczej trzymajcie za nas kciuki. Jeśli dolecimy, na pewno damy znać. Ja raczej nie będę się do niczego nadawała, poproszę pewnie Makiego, albo Kasię, żeby coś tutaj skrobnęli.
Trochę czuję, że ten blog to takie moje przenośne, bezpieczne miejsce. Nie znam miejsca, do którego lecę, ale wiem, że mając przestrzeń, gdzie się dobrze czuję, gdzie mogę pisać o swoich nadziejach, obawach, uczuciach czy małych radostkach, ze wszystkim sobie poradzę. Pisanie to jednak okropny nałóg ;)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
A czy Aviomarin spakowany?
OdpowiedzUsuńOczywiście, tuż koło Nifuroksazydu i Smecty ;)
OdpowiedzUsuń