sobota, 23 czerwca 2012

Wzdłuż wybrzeża


Spojrzeliśmy dziś jeszcze przez chwilkę na San Francisco. Udało nam się zobaczyć miasto z jego drugiego końca. Pogoda dziś zupełnie niekalifornijska. Zimno, wietrznie, mgliście. Wybraliśmy się zatem na gorącą kawę do francuskiej kawiarenki. Śniadanie chapnęliśmy w najładniejszym parku w San Francisco. Widoki podziwialiśmy z najwyższego punktu w mieście, a potem… potem po raz pierwszy w życiu widziałam ocean. Marzyłam o tej chwili przez kilka ostatnich lat. Pierwszy raz w życiu chyba tak silnie dotarło do mnie, że marzenia są najfajniejsze, kiedy są wciąż jeszcze przed nami.
Widok na Alcatraz wciąż był oszałamiający, uliczki tego pięknego miasta wciąż się wznosiły i stromo opadały w dół. Dopalał się jeden z doków portowych w zatoce, a my powoli udawaliśmy się w stronę pewnej firmy. I tutaj mamy dla Was nową zagadkę. Gdzie byliśmy?





























Dokładnie tak ;) Udało nam się przedostać do super tajnej siedziby Apple’a.  Nie powiemy Wam Co widzieliśmy, nie pokażemy żadnego zdjęcia z wnętrza, ale wierzcie nam warto było ;) Pierwszy raz widzieliśmy taką liczbę imaków, ipodów, iszufelek, inano i innych igłupot w rękach tak samo wyglądających ludzi. 












Z Cupertino wyjechaliśmy dobrze po piątej i skierowaliśmy się od razu na jedynkę. Autostrada numer 1 prowadzi wzdłuż wybrzeża. Pnie się na wysokich klifach tuż nad oceanem. Zachód słońca, a potem księżyca nad tak duża wodą robiły na nas wszystkich ogromne wrażenie. Małgosia chciała zobaczyć Golden Gate Bridge, ja ocean, a Kasia przejechać się „jedynką”. Nasze marzenia już zaliczone. Ciekawe o czym myśli Maki?











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz