Dziś długi
dzień. Rano opuściliśmy górzyste i zielone tereny Yosemite i podążając dalej na
północ wylądowaliśmy na rolniczych terenach centralnej Kalifornii. Wciąż
podlewane sady rodzą tu pistacje, figi, czereśnie a nawet morele i truskawki.
Małgosia stoi w zagajniku figowym ;)
A tutaj wyczailismy już prawie dojrzałą figę.
Ok, kto zgadnie co to są za drzewa? Wiem, że podglądaliście następną fotkę, ale i tak nie sądzę, żeby Wam coś powiedziały te owoce. A to przecież pistacje ;)
Udało nam
się nawet wyśledzić skąd pochodzi woda, którą podlewa się całą południową
Kalifornię. Dwa gigantyczne zbiorniki mają już bardzo obniżone stany wód.
Patrzyliśmy osłupiali na warstwami odznaczające się kolejne lata, kiedy zmniejszała się ilość dostępnej wody.
Kasia wypatrywała kanałów, którymi woda spływa na południe, a ja z Makim próbowaliśmy znaleźć choć trochę cienia za jedynym krzaczkiem, który znaleźliśmy.
Resztę dzisiejszych zdjęć dedykuję pewnemu koledze. A dla wszystkich pozostałych zagadka. Gdzie jesteśmy?
W ramach podpowiedzi możemy zdradzić, że miejsce to okoliczni mieszkańcy nazywają "Farmą".
Bardziej wtajemniczeni wiedzą jednak, że można tutaj liznąć nieco wiedzy...
bo jest to jeden z najsławniejszych uniwersytetów na świecie...
...a już na pewno na zachodnim wybrzeżu Stanów.
To jak wiecie już?
Spędziliśmy tam dość dużo czasu. Spodobała nam się czystość architektoniczna budynków, kolorowa roślinność, rzeźby i fontanny.
Daniel wisisz mi kasę ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz