I tylko Warszawy mi żal. Rano przejeżdżałam mostem Gdańskim, w południe Łazienkowskim, a wieczorem Siekierkowskim. Wisła lśni srebrną łuską, mieni się błękitem i zielenią w skąpym czerwcowym słońcu. Wody w niej mało, a nurt leniwie snuje swoją opowieść. Zawsze mam poczucie, że rzeka dziwi się temu miastu. Z niedowierzaniem przygląda się to lewemu, to prawemu brzegowi. Obserwuje krzaczaste łachy na Wale Miedzeszyńskim i kołyszące się na falach kajaki w WTW, zagląda ciekawie przez oczyszczoną plażę na Stadion Narodowy i zawiesza oko na czerwonych dachówkach Starówki. Przez chwilę biegnie wraz z wąskoleginsowymi chłopakami machającymi jej ze ścieżki rowerowej pod Gdańskim, by już za moment cieszyć się szeroki jezdniami trasy na Łomianki i nowiutkim mostem Północnym. Nie byłam w tym roku jeszcze ani na obrączkowaniu ptaków w dorzeczu Starej Wisły, ani na ognisku w La Plaji, ani na filozoficznym piwku pod mostem Siekierkowskim. Jednym słowem nie zainaugurowałam jeszcze sezonu na Wisłę w tym roku. Nie wiem czy poczeka na mnie aż do sierpnia. Trochę się boję, że mi odpłynie w siną dal ;)
I do tego wszystkiego, jak ja już wyjeżdżam, to Warszawa zaczęła mi się stroić. Mosty ma pomalowane, rogatki odrestaurowane, ulice wysprzątane, elewacje odnowione. Przybrała się w swoją odświętną zieleń parków, rozpachniła jaśminem i lipą. Aż trudno od niej wzrok oderwać. Nie sposób już przejść koło niej obojętnie. Zobaczymy jak się spodoba kibicom. Jutro pierwszy mecz. Jadę obejrzeć go z tysiącami innych ludzi do strefy kibica pod Pałac Kultury. Dawno nie byłam tak dumna z mojego miasta. Yes we can ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz