Jechałam na mecz przez pustą Warszawę. Autobus okrążający całe miasto zabrał ze sobą może kilku kibiców. Miasto wyglądało jak zadżumione. Z praskich ulic zniknęły swojskie menelki, na moście nie stała żadna zakochana para, wylansowana młodzież nie piła rytualnej kavy na Nowym Świecie. Strefa kibica natomiast pękała w szwach. Dołączyłam i ja do 80 tysięcy kibiców, 80 tysięcy gardeł drących się "Polskaaaaa - biało-czeeeerwoni", 80 tysięcy pomalowanych twarzy i wzruszonych serc wspierających naszą jedenastkę orłów.
Nie potrafiłam utrzymać głosu podczas hymnu. Stałam wyprostowana wraz z ogorzałymi mężczyznami, fantazyjnie uczesanymi kobietami, powiewającymi maleńkimi flagami dziećmi i czułam się dumna, że tyle nam się udało, że nie mamy się czego wstydzić i że tak bardzo potrafimy się zjednoczyć.
Szczerze powiedziawszy nie miałam pojęcia, że piłka może wyzwalać takie emocje. I to nawet u mnie, która musiałam poświęcić moment na to, by zorientować się, do której bramki gramy ;) Nie sądziłam, że tak będę się darła po golu Lewandowskiego, ani że będę skandowała tak wulgarne słowa pod adresem schodzącego z pola po czerwonej kartce Sokratisa, ani tym bardziej, że będę potrafiła wstrzymać na tak długo oddech po każdej z porażek Szczęsnego.
Możemy sobie narzekać na Euro, że korki na ulicach, że tyle pieniędzy, że wszystko mogło by być lepsze, piękniejsze, szybsze i o zachodzie słońca. Ja jednak wolałam patrzeć na tych młodych ludzi, którzy pierwszy raz od dłuższego czasu dali upust swoim uczuciom dla tego kraju, na setki łopoczących flagami samochodów, na dwukolorowe okna bloków, kreski na policzkach chłopaków i <3 POLSKĘ na biustach dziewczyn. Do tej pory, jak zamknę oczy widzę radosny, biało-czerwony tłum idący przez most Poniatowskiego. Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości kto wygrał ten mecz? ;)

Mamy delikatna nadzieje ze jednak przez Pacyfik nie bedziecie leciec, bo to by niecy wydluzylo wasza podroz ;)
OdpowiedzUsuń