Stało się. Wybiła północ i został już tylko tydzień do naszego wyjazdu do Stanów. Tak bardzo się cieszę i tak bardzo już czekam na tę podróż. Na lot samolotem nad Wielką Wodą i na roześmiane buzie Kasi i Makiego na lotnisku, na pierwsze zamoczenie stopy w oceanie i opalanie się podczas siatkówki i oczywiście na wiatr plączący włosy w Wielkim Kanionie, brzęczące monety w Vegas i radość ze wspólnego pieczenia ciasta, oglądania głupich seriali, grania w karty i jedzenia lodów... Czekam już na tysiąc rzeczy, wyobrażam sobie drugi tysiąc, mam nadzieję na trzeci i tak dalej. A z drugiej strony bardzo się boję. I tego, że czegoś zapomnę z domu, i tego, że rzeczywistość nie dorówna moim marzeniom i tego, że to już za moment trzeba będzie wracać ;) Reisefieber nasila mi się z każdym dniem, dobrze, że jedziemy do tych, którzy już na nas czekają.
Dla każdego z nas będzie to duża wyprawa, pełna nowych doświadczeń oraz odkrywania siebie samych i siebie nawzajem, przecierania szlaków i odnajdywania nowych ścieżek - po prostu pathfinderowania ;)
aga
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz