"- ... i właśnie dlatego jesteśmy numer jeden. Poza tym spójrz przez okno na mój samochód. To najmniejszy w naszej rodzinie. Ma tylko 2,8 l pojemności. Fura mojej siostry ma 4,5 l, a ten Mustang, który stoi na podjeździe 5,5 l.
- No tak moja Toyotka ma tylko 1,0...
- Ale jak to? Masz motor?
- Nie, to normalny pięciodrzwiowy, pięcioosobowy samochód miejski.
- W sensie Smart?
- Nie, to taki normalny, dość oszczędny samochód.
- Tutaj nie miałabyś w nim szans. Nie włączyłabyś się do ruchu na autostradzie. A jak to robisz u siebie?
- U nas są dwie autostrady. Z północy na południe i z zachodu na wschód.
- Naprawdę?! U jest chyba więcej autostrad niż ulic. I właśnie dlatego jesteśmy numer jeden.
- Ok, a co wiesz o Polsce?
- Wiesz co, jeśli Niemcy i Rosja miałyby dziecko, to nazywałoby się Polska. O i jeszcze to, że bardzo długo byliście częścią Związku Radzieckiego. Chyba dopiero jakieś 50 lat macie niepodległość. A no i jeszcze to, że ostro przegraliście drugą wojnę światową. A widzisz, my nigdy nie przegraliśmy żadnej wojny, a poza tym zawsze, jak rozpoczynamy jakąś wojnę, to po to, żeby przynieść krajowi wolność i demokrację. Na koniec zwykle mamy z tego ropę i jakieś tam jeszcze inne rzeczy, ale to wcale nie jest źle. Tak po prostu powinno być. Bo wiesz co? Bo my jesteśmy numer jeden!"
Chciałam tu skończyć notkę. Zastanawia mnie jednak, że rozmowa ta chodzi za mną już któryś dzień. Siedzieliśmy w jednym z meksykańskich domów na przedmieściu. Rozmowa przebiegała raczej gładko, czasem wybuchaliśmy śmiechem, czasem podnosiliśmy sobie nawzajem ciśnienie dobierając nie te słowa, które powinniśmy. Po pół godzinie naliczyłam już chyba ze siedem: "we are number one". Patrzyłam na jego muskularne, marynarskie ciało, na szerokie barki rozsadzające błękitny podkoszulek, opalone, mocne ramiona, smukłe stopy w lekkich japonkach. Patrzyłam na usta, kiedy z widoczną przyjemnością tłumaczył mi, ile jest słonecznych dni w ciągu całego roku w Kalifornii. W myślach liczyłam, ilu moich znajomych powiedziało mi kiedykolwiek, że Polska jest numerem jeden; ilu z dumą powiedziało ostatnio cokolwiek dobrego o naszym kraju; ilu w przeciągu 30 minut ani razu nie narzeknęłoby na ojczyznę. Patrzyłam na radość w jego oczach i cholernie mu zazdrościłam, że jego kraj jest dla niego numerem jeden!
zwłaszcza wojnę w Wietnamie wygraliście :D
OdpowiedzUsuń