- Dokąd będzie kursik?
- Na lotnisko.
- No taką szmuglerkę to ja rozumiem, a nie jakieś tam trzy bluzki i szczoteczka do zębów. Chyba będzie mi pan musiał pomóc z zapakowaniem tej walizki. Co, żona pakowała?
- Pytasz pan?! Moja ta mniejsza, wiadomo.
- Dzień dobry. Czy to stanowisko numer jeden?
- Tak.
- To tutaj zostawiam bagaż, a ja chętnie nie przechodziłabym przez bramkę, bo jestem w ciąży. Czy mogę prosić o sprawdzenie tylko wykrywaczem metalu?
- Ale proszę pani, o ile dziecko nie jest z metalu, to nic mu nie będzie.
- Mam nadzieję.
Odklikaliśmy wszystkie karty pokładowe i o świcie zapakowaliśmy się na nieduży, czarterowy samolot wprost na naszą wymarzoną Wyspę wiatru. Czekają na nas złote piaski, palmy, okrągłe kaktusy i dziko rosnące aloesy. Marek marzy o nurkowaniu w przezroczystej wodzie, ja o świętym spokoju i trzech chwilach na ogarnięcie tematów, ktore piętrzą mi się w głowie. Mam na to dwa, maksymalnie trzy dni. Potem sprawy warszawskie przestaną mieć znaczenie, a ja zacznę żyć już zupełnie innym, wakacyjnym życiem.
Wczoraj minęły trzy tygodnie odkąd powiedzieliśmy sobie TAK ;) Miałam nadzieję, że przez ten czas przewinie nam sie przez dom cały kalejdoskop znajomych i rodziny. Nic bardziej mylnego. Wszyscy jak jeden mąż tłumaczyli nam, że przecież hehe potrzebujemy czasu tylko dla siebie hehe. No to wzięliśmy się za ten czas tylko dla siebie i na tydzień zakopaliśmy się pod pierzynę. Ja z katarem, Marek z anginą ;(
W tydzień zwolnienia zrobiliśmy milion słoików leczo, dwa miliony pomidorków i Marek powiedział, że basta. Poukładaliśmy od nowa w szafach, już nie jeden a dwa, zestawy ubrań, znaleźliśmy miejsce na figurki i świeżo wyprane marynarki i Marek powiedział, że basta. Zabraliśmy się wreszcie za wymiany filtrów w wentylatorach, pralce, akwarium i... nie do wiary! ;) Marek powiedział, że albo usiądę i odpocznę albo wywiezie mnie na koniec świata;) Hmm jesteśmy właśnie na jakiejś wyspie na krańcu Europy;)
O mamo jak Wam pięknie w tych żywych kolorach!!!
OdpowiedzUsuń