wtorek, 29 września 2015

Wyspa miesiąca miodowego


Codziennie zwiedzamy wyspę. Rankiem patrzymy na nią spod przymkniętych powiek, jak powolutku stroi się w swoje kolory. Dobiera detale i materiały do stałych elementów krajobrazu. Owiewa się zapachem morskiej bryzy przemieszanej z kwiatową nutą. Śniadanie tylko rozbudza na nią ochotę. 

Przed obiadem jednak nie pozwalamy sobie na zbyt wiele. Ot przelotne muśnięcie opuszkami chropowatych piaskowców, gładkich fikusowych liści żywopłotu czy suchych zagłębień palm. Z pozoru obojętni zajmujemy się brodzeniem w słonym oceanie, pokazujemy sobie na wzajem chłodne pręgowane i paskowane rybki, zatapiamy stopy w białym piasku.

Wulkaniczna wyspa wciąż jednak tętni niewidocznym na pierwszy rzut oka gorącem. Niedosłyszalnie dla ludzkiego ucha przepływa w jej żyłach rozgrzana do czerwoności lawa - żar nie do zagaszenia. Czasem, podczas zwiedzania muzeum soli, fabryki aloesu czy fermy kóz, zapominamy o tym podskórnym gorącu. Wystarczy jednak jeden filuterny ruch, jedno spojrzenie i już znów czujemy pulsuwanie w skroniach, migotanie powietrza, suchość warg. 

Najmocniej wyspa daje się we znaki w porze obiadowej. Wraz z opadającym coraz niżej słońcem kolory stają się coraz bardziej soczyste, powietrze nieruchomieje, a smaki się wyostrzają. Zwykle zaczyna się niewinnie. Ot mały apperitif: kuliste ziemniaczki, jeszcze w mundurkach, z ostrym, podnoszącym apetyt sosem. Potem na stół wjeżdżają półmiski pieczonych ryb, surowych, chrupkich warzyw, gęstych oliw i wyrazistych dipów. Rozrywane bagietki pokazują swoje miękkie wnętrza, tłuste ryby ściekają po palcach, wyciskane na małże cytryny tryskają w powietrze eterycznymi kroplami. Kulinarna orgia trwa aż do wylizania ostatniej muszelki, aż do wysączenia ostatniej kropli wina, zsunięcia na język ostatniego okruszka bagietki...

Na wieczór wyspa uspokaja się. Kolory bledną, drobne fale coraz ciszej uderzają o falochrony, nawet zapachy ulotnieją, jakby zamykały się na noc wraz z kielichami kolorowych kwiatów. Nad wyspą pojawia się okrągła twarz księżyca. Pełnia wyciąga z wyspy jej moc. Odpływ wysusza port, nocna bryza usypia świerszcze. Spokój potrwa do rana, kiedy to znów poczujemy w powietrzu namiętność wyspy. Wyspy miesiąca miodowego ;) 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz