Zwiedziliśmy już miasteczka tej wyspy. Są nudne i puste. Ludzie chodują tu kozy i uprawiają aloesy. Zresztą, co można robić pośród piachów i wulkanicznych skał? W restauracyjkach warto zatrzymać się na pieczone ryby, marynowane sery, mocną kawę i świeże owoce. Reszta jest tłusta i ekstra słodka.
Przerzuciliśmy się na zwiedzanie plaż. Brzmi nudno? Nic podobnego;) Te koło nas są jasne, z małymi kamyczkami, sztucznie usypywane wokół hotelowego rogala. Wystarczy jednak pojechać na zachodnią stronę wyspy i już można popalać się na gorących wybrzeżach - ich czarny piasek parzy nawet przez rozłożony ręcznik. Na zachodnim brzegu woda jest wzburzona i z hukiem rozbija się o ostre, wysokie klify. Surferzy nie ustają w wysiłkach ujarzmienia oceanu. Przebiegaliśmy wzdłuż czarnych zębów skalnych próbując uciec przed nadciągającą wodą. Nieprzyzwyczajone stopy bolały jeszcze w czasie obiadu. Na wieczór zwykle wybieramy wschodnie wybrzeża z ich bielutkimi piaskami, spokojnymi pływami i rozmytymi w popołudniowej mgiełce zachodami słońca. Do zwiedzenia została nam jeszcze tylko północ. Jutro minie połowa turnusu.

















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz