środa, 23 września 2015

Rajski zakątek

Jeśli kiedykolwiek myśleliście, że osiągnęliście szczyt rozleniwienia to zapewniam Was, że się myliliście. Szczyt rozleniwienia osiąga się dopiero na wulkanicznej wyspie niedaleko Maroka.

Mamy tu wszystko, czego potrzeba;) W miasteczku nie da się zgubić - ma całe 4 ulice, przy których mieści się targ, przystanek autobusowy, apteka, poczta, port i kilka knajpek.
No i hotele, cała masa hoteli. Praktycznie wyparły jakiekolwiek domy mieszkalne. Wszystkie nazywają się jakoś słonecznie, zamkowo albo plażowo. Mają wewnątrz malutkie podświetlane baseny, kolorowo pomalowane barierki i przyjaźnie otwarte bramy. Nasz ma 4 piętra i baseny nie tylko na dziedzińcu ale i na dachu. Znaleźliśmy w nim lobby, stołówkę, pralnię, siłownię, salę masażu, solarium i plac zabaw dla dzieci. Pokoje są czyste i przestronne. Szafa wnękowa o dziwo pomieściła nasze 30 kg bagażu. W łazience mamy duże lustro i bielutkie ręczniki. Ze ściany w pokoju łypie na nas jedenastocalowy telewizor marki Telefunken, zdziwiony, że nie chcemy korzystać z jego usług, płatnych banalne 2,3€ za dobę. Na balkonie zaś oprócz mebelków mamy suszarkę na ubrania i widok na resztę wyspy i zatokę. Nasze okna wychodzą na zewnątrz hotelu, omijają nas więc przyjemności animacji przybasenowych, choć trzeba przyznać, że prowadząca je Murzynka fantastycznie się porusza.

Basen mijamy za każdym razem, gdy schodzimy na stołówkę. Odbywa się tu rewia mody, kolczyków w pępkach, tatuaży, celulitu i rozstępów. Gros gości to brytyjscy i niemieccy emeryci z dożywotnią już nadwagą, smukli single o wybujałym ego i pary w swoich podróżach poślubnych, posezonowych odpoczynkach odkorporacyjnych i próbach naprawienia kryzysów w związkach.

Na szczególną uwagę zasługują jednak jak zwykle jednostki.

I tak mamy Panią Szaloną - Polkę spod Kozina o wiecznie potarganych, przetłuszczonych włosach, która z wdziękiem prezentuje ostatni krzyk mody od Taniego Armaniego. Pani Sz. nie rusza się nigdzie bez swojego syna, któremu obcy jest koncept pytań retorycznych i możliwości złożenia dwóch obcobrzmiących słów w jedno zdanie. Marek obstawia, że mimo swoich 18 lat syn nadal jest karmiony piersią, co byłoby mega fuj, gdyby nie to, że może być w tym coś z prawdy.

Naszą uwagę zwróciła także grupa sześciu młodych Niemców, którym szerokość barków kompensuje braki pod panamkami i trzech wyfiokowanych Polek, wprost stworzonych dla owych Niemców. Zastanawiamy się nad dynamiką zachodzących między nimi konfiguracji. Jakież to jednak ma znaczenie, kiedy najważniejsze tutaj to żeby być szczęśliwym.




























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz